Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

RECENZJE



MAŁGORZATA MUSIEROWICZ: Blog Pani Łyżeczki

Droga Pani, 

dziękuję za książkę, tak miłą i ciepłą, autorstwa obu Pań. Przekazano mi ją u OO Dominikanów , kiedy wpadłam tam bodaj 12 kwietnia. Odłożyłam ją w domu na półkę \"Dedykacje\" i - co chyba świetnie Pani rozumie - zajęłam się Tymi Innymi Sprawami. Dopiero niedawno uspokoiłam się na tyle, by sobie przypomnieć o czekającej lekturze.
Bardzo dobrze się czytało! Cieszę się ogromnie z Pani działalności. Jestem też teraz częstym - cichym - gościem Pani bloga na ulubionym S24 i miło mi, że mamy jakieś wspólne ścieżki . Wiele ścieżek!
Życzę Pani wielu twórczych radości i sukcesów, dziękuję za miłą pamięć i łączę serdeczne pozdrowienia dla Rodziny! 

Małgorzata Musierowicz 

(Z korespondencji prywatnej) 


PapieroweMyśli.pl: "Światy bliskie i dalekie"

Blog to jedno z najmłodszych dzieci Literatury - często stanowiąc zaledwie niegramatyczną i niepogłębioną karykaturę dziennika lub pamiętnika. Jednak najlepsze blogi zaczynają pojawiać się również w wersji książkowej, dokonujesię swoisty rytuał przejścia z ekranu monitora na kartki papieru. Czy to nobilitacja? Poniekąd tak, chociaż wielu blogerów może pochwalić się liczbami odsłon znacznie przekraczającymi nakłady książek tradycyjnych. Ważne jest jednak przede wszystkim to, że dobra literatura broni się w każdych warunkach,bez względu na rodzaj nośnika.

Książka Pani Łyżeczki i Sosenki to bez wątpienia bardzo dobra literatura. Znajdziemy w niej kilkaset postów umieszczonych przez obie autorkina platformie publicystycznej Salon24.pl. To miejsce miało być przede wszystkim forum wymiany poglądów na tematy społeczno-polityczne, lecz szybko okazało się, że nawet najbardziej rozpolitykowani adwersarze potrzebują azylu, w którym znajdą chwilę wytchnienia od ideologicznych potyczek. Tak powstał Salonik Kameralny. Gdzie można usiąść przy kuchennym stole lub w cieple ogniska i wspokoju posłuchać opowieści o zachwytach nad światem. Tym zwyczajnym dniem powszednim, który u Pani Łyżeczki nagle rozjaśnia się blaskiem i magicznymi iskierkami. Prawdziwa Codzienność posrebrzana. Gdzie pachną jabłka zestarego sadu, w którym kiedyś mieszkały wróżki, a teraz zaludniają go jedynie wspomnienia. To ten bliski świat, czasem tak przybliżony, że nie umiemy go dostrzec. Ale zachwycać się można też tym bardziej odległym - jak na blogu Sosenki - w rowerowej wycieczce do opuszczonego tunelu, w śpiewie na górskim szlaku,czy w odwiedzinach u staruszki i pochylaniu się nad starymi zdjęciami. Tu deszcz pachnie świeżością i tajemnicą, a kosodrzewina migocze w pajęczynie srebrnych kropelek. Tu właśnie można spotkać Włóczykija, który na pytanie o to, dokąd prowadzi droga, odpowiada niezmiennie: Tam, gdzie mnie nie ma…

Pozornie obu autorek, poza spotkaniem na Salonie24, nic nie łączy. Pierwsza z nich głosi chwałę domowego ogniska wypełnionego miłością i tupotem małych nóżek, a druga jakże daleka od osiadłego trybu życia jest niespokojnym duchem, który na srebrnym rowerze przemierza drogi Dolnego Śląska. A jednak to tylko gra pozorów - bo przez Panią Łyżeczkę i Sosenkę przemawia podobna wrażliwość iotwartość na drugiego człowieka. Lecz jak ktoś kiedyś zauważył - dom to niemiejsce, tylko stan umysłu.

Stylistycznie również odnajdziemy zapewne więcej podobieństw niż różnic. Pani Łyżeczka i Sosenka unikają barokowej ornamentyki i stronią od szafowania wielkimi słowami. A jednak te wielkie słowa, a właściwie Słowa, docierają do nas spomiędzy opisów dziecięcych zabaw i oglądanych krajobrazów. Czytanie kolejnych opowieści odkrywa przed nami chrześcijańską wizję świata, jednak odległą odnatrętnej retoryki wojujących kaznodziejów. Bóg w Gdy świat jest domem. Gdy dom jest światem jest między słowami i kroplami deszczu, wszechobecny, a przecież niewidoczny. Przywodzi na myśl raczej dobrotliwego Ojca z poezji ks.Jana Twardowskiego lub piosenek Antoniny Krzysztoń, aniżeli surowego Sędziego z płomiennych kazań teologów uwielbiających proste podziały i schematymyślenia.

Książkę Pani Łyżeczki i Sosenki można bez wahania polecić wszystkim tym, którzy uwielbiają podróże do Krainy Łagodności. Warto zasiąść z tym tomikiem nadherbatą w ciepłym świetle lampy, by przenieść się w światy, które są domem i do domów, które są światami. Tymi odległymi i tymi bliskimi. A dodatkową zaletąjest także to, że po skończeniu lektury można odnaleźć dalsze opowieści obu pisarek na Salonie24. 


Krzysztof MaciejewskiPapieroweMyśli.pl

pawelpomianek.salon24.pl: "Refleksje po lekturze książki Pani Łyżeczki"

Głęboka, mądra i w dodatku napisana pięknym, artystycznym stylem; pamiętnik w formie prozy poetyckiej – tak najkrócej określiłbym książkę Pani Łyżeczki Gdy dom jest światem. Niniejszy wpis, chciałbym napisać trochę „Okiem filologa polskiego”, bo i takie wykształcenie obok teologicznego posiadam, a trochę „Okiem człowieka wrażliwego”. No i jeszcze trochę pewnie „Okiem młodego ojca”.Nie ukrywam, że świat Pani Łyżeczki jest dla mnie ciepły, piękny i bliski.
Książka zaskoczyła mnie już na samym początku, a konkretnie w doskonałej Przedmowie Panike Ziołowej Nostalgii. Otóż ku mojemu zdziwieniu – a o czym Czytelnik dowie się za chwilę, z wpisami Łyżeczki nie miałem do czynienia – Autor przedmowy pisze: „Blog Pani Łyżeczki to kawał dobrej literatury”, po czym umieszcza Łyżeczkę wśród tak cenionych polskich autorek, jak Konopnicka,Orzeszkowa czy Dąbrowska. Co więcej, stawia ją wyżej od nich, przynajmniej pod względem prezentacji prawdziwego obrazu kobiety i jej codziennego życia i sposobu myślenia.
Powiem szczerze, że ta Przedmowa ukierunkowała moje spojrzenie na książkę Łyżeczki, a raczej wyczuliła mnie na ten literacki aspekt książki. Spodziewałem się opisu domowego życia, znalazłem tego sporo, ale otrzymałem też coś więcej –„kawał dobrej literatury”. W Starożytności z literaturą czy teatrem odbiorca stykał się po to, by doprowadziła go ona do swoistego katharsis – oczyszczenia. Sądzę, że Pani Łyżeczka niekoniecznie stawiała przed sobą takie zadanie. Ajednak, czytając jej wpisy, człowiek staje się jakiś taki spokojniejszy, radośniejszy, bardziej pozytywnie patrzy na swoje miejsce w świecie i w życiu i bardziej kocha swoje dziecko. Zdaje się, że człowiek po prostu zwyczajnie staje się lepszy…
Co znajdziemy w książce? Dużo liryki przeplatanej epiką. Liryki: opisów duchowych i psychicznych stanów, przeżyć, a przede wszystkim miejsc, które ewokują skojarzenia, przeżycia, obrazy. Obrazy zatrzymane, jakbyśmy oglądali stare fotografie, które jednak pod piórem Pani Łyżeczki zdają się nagle poruszać, nabierać życia, oddychać. Czasem oglądamy kilka takich pozornie oderwanych od siebie obrazów, które w zadziwiający sposób zaczynają się układaćw jedną spójną kompozycję.
Epiki. Bo przeczytamy w książce wiele historii z życia wziętych. Wiele rozmów z dziećmi, które czasami są trudne, ale najczęściej ogromnie cieszą Serce Mamy. Przeczytamy też o wielu wspomnieniach z górskich wycieczek. Wszystko pełne nastroju refleksji, ale nie zabraknie też radosnego przymrużenia oka, przedewszystkim wobec własnej osoby.
Kim więc jest Pani Łyżeczka? Jest małą dziewczynką płatającą figle w domu dziadków, dzieckiem które cieszy się z górskich wycieczek; jest młodą kobietą, która buduje swój dom, szuka swojego miejsca, która potrafi cieszyć się życiem; jest wreszcie matką, która nie stara się zamęczyć swoich dzieci swoimi mądrościami, ale stara się przede wszystkim swoje dzieci czytać. Każde traktować w taki sposób, jaki jest dla niego najbardziej korzystny.
Tutaj konieczna jest osobista dygresja. To, co mnie w Łyżeczce urzeka to fakt ,że nie stara się ona tresować swoich dzieci, jak robi to większość rodziców. Za to przede wszystkim stara się je poznawać. Cały czas widzi w nich odrębne jednostki, z różnymi pragnieniami, z różnymi potrzebami, różnymi problemami.Tych problemów nigdy nie lekceważy. Potrafi pochylać się nad problemem każdego z dzieci, jakby od tego zależał cały świat. Bo wie, że w oczach dziecka tak właśnie jest. Tym przypomina mi moją Mamę. Moja Mama zawsze ze mną rozmawiała, potrafiła mnie słuchać, rozumiała moje potrzeby, towarzyszyła mi w trudnościach. Nigdy nie ośmieszała moich dziecięcych problemów. Potrafiła przeżywać je razem ze mną, choć na pewno sama doskonale rozumiała, jakże są niewielkie. Każde z dzieci traktowała inaczej – choć kochała tak samo –wychodząc naprzeciw potrzebom każdego z nas. Jako najstarszy syn mogłem się temu przyglądać już w dzieciństwie, dziś oglądam replay, patrząc jak moja Mama traktuje naszą Juleczkę. Cieszę się, że są rodzice o podobnym modelu wychowawczym. To właśnie takich rodziców naprawdę się kocha. Przez całe życie.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę wspomnieć, a która wydaje się istotna dla budowania tak pozytywnego odbioru książki. Otóż Pani Łyżeczka kocha swoje życie. Nie, to nie znaczy, że jest super lekkie i w ogóle luz. Jest czasami trudne, ale… może oddajmy głos samej… a no właśnie ten kolaż różnych stylów każe w tym momencie zapytać, czy powinienem napisać Autorce, bohaterce, narratorowi czy może podmiotowi lirycznemu. Może jednak akurat w tym miejscunie będzie faux pas jeśli napiszę Autorce: Znalazł się ktoś, kto mnie nauczył,że Historię ma się tylko jedną. I trzeba ją poznawać i szanować. Z czasem możnateż polubić.

**************
Były zachwyty, a teraz o tym, co mi się nie podobało… Tak, tak i na to znajdziesię jeszcze miejsce. Pierwsza rzecz to może zbyt mała obecność w książce Pana Łyżeczki. Niby był, odczuwało się jego milczącą obecność, ale jakby cały czas wcieniu. O ile, czytając, zdążyłem zaprzyjaźnić się z Panią Łyżeczką, z PannąT., Panną Ł., a nawet pouśmiechać się trochę do Chłopczyka S., o tyle Pan Łyżeczka pozostał postacią nieco tajemniczą. Choć z drugiej strony. Mało mówi,ale czuje się, że jest ważny. Gdyby poczytać Ewangelię… To trochę taki ŚwiętyJózef, więc może właśnie wszystko jest w porządku.
Druga rzecz natomiast wyraźnie mi przeszkadzała. Ja wszystko rozumiem, styl etc., ale mimo wszystko to były wpisy z bloga. I bardzo, bardzo zabrakło mi datacji i podawania godzin poszczególnych wpisów. Denerwowało mnie np., że niewiem, o ile ten tekst, który czytam jest młodszy od wcześniejszego, do którego nawiązuje. Przeszkadzało mi też to, że we wpisie było napisane, że jest noc itp., ale nie znałem godziny publikacji. W jednym z wpisów znalazło się też stwierdzenie: „dawno nie pisałam o starym dworku”. A dawno, to znaczy ile? Dawno to może być tydzień, miesiąc, trzy miesiące. Dla mnie to dawno nie było ,bo o dworku miałem dziesięć stron wcześniej – czyli przed chwilą. Datacja tego typu problemy by rozwiązała. Można też oczywiście było inaczej rozmieścić wpisy, mianowicie pogrupować je tematycznie (zdaje się, że tak rozwiązała to Sosenka), wtedy podawanie dat byłoby zbędne, choć nie wiem czy czytałoby sięrównie przyjemnie.
Ale nie będę się nad tym rozwodził, bo jeszcze ktoś pomyśli, że było to jakoś szczególnie uciążliwe. Nie, tylko czasami. A sam pomysł wydania tego w formie książkowej genialny!

**************
W drugiej połowie października przeczytałem na stronie Frondy artykuł o Pani Łyżeczce i Sosence. Była to dla mnie wielka frajda poczytać na portalu, na który zaglądam najczęściej o osobach, które znam z komentarzy na moim blogu. Pani Łyżeczka komentowała u mnie sporo w zeszłym roku, Sosenka natomiast była jedną z tych, która wprowadzała mnie do tajemniczej krainy Salonu24 – dzięki niej i jej podobnym już od samego początku czułem się dobrze, wiedziałem, że obok lewaków-pieniaczy mogę znaleźć ludzi ciepłych, życzliwych, którzy dzielą ze mną przynajmniej dużą część moich poglądów.
Tak, naprawdę Sosenkę i Łyżeczkę znałem właśnie głównie z mojego bloga. Pani Łyżeczki nie czytałem bodaj nigdy (lub nie pamiętam, że czytałem). A Sosenkę raptem kilka razy i to już dawno. Z ekranu takie rzeczy czyta mi się źle. (A przynajmniej z czcionek arialopodobnych.) Trudno mi się w ogóle na tym skupić.Trudno odnaleźć sens wpisu… Jako polonista wiedziałem jednak, że takie rzeczy doskonale czyta się, gdy można nad tym spokojnie przysiąść, odpocząć. A wdodatku część artykułu na Frondzie o Pani Łyżeczce tak mnie zachwyciła, że powiedziałem do Żony: Kup mi tę książkę na mikołaja. Na mikołaja się nie udało, bo jako że mamy możliwości tańszego nabywania książek z wydawnictw lub od hurtowni, nie zdecydowaliśmy się na zakup bezpośrednio przez Sklep Emmanuela.Jednak koło 5 grudnia otrzymaliśmy sygnał: książka jest już dostępna w hurtowniach. I może to przesunięcie było nawet lepsze, bo oto książkę Pani Łyżeczki i Sosenki znalazłem pod choinką… A bo Święta to idealny czas, by odpłynąć do Łyżeczkowa – przynajmniej na kilka chwil (i tak po kilka razy dziennie).

**************
Książkę sobie dawkowałem. Gdy dom jest światem nie wciąga jak powieść czy nawet dobra książka o tematyce, która nas interesuje. Nie znajdziemy tu wartkiej akcji, nie budzi grozy rodem z thrillera. Jej specyfika jest nieco inna. To jest taka książka do odpoczywania. Książka, którą najlepiej spożywa się po kawałeczku, w wolnej chwili, a następnie spokojnie, spokojnie się ją trawi. A potem znowu, i znowu, i dalej, i dalej zagłębiamy się w cudowny świat Pani Łyżeczki. A pory roku ni to szybko, ni to powoli mijają, odpływają… lato-jesień-zima-wiosna-lato-jesień-zima-wiosna i nagle z zaskoczeniem stwierdzamy: o jej… już koniec.
Zachęcam do przeczytania. Ja będę polecał tę książkę swoim bliskim: Żonie(zresztą Ania już czytała fragmenty i powiedziała: te wpisy są takie ciepłe!), Mamie… Ale także tym, którzy lubią czytać literaturę piękną, którzy kochają poezję. Nie dość, że piękne i uczy życia, to jeszcze dobrze napisane…
Czy więc zobaczymy kiedyś książkę Łyżeczki w kanonie lektur szkolnych? Wątpię, najlepsza literatura raczej jest zawsze poza mainstreamem. Choć życzę tego Autorce, ale i uczniom. Bo ta książka uczy pisać, uczy myśleć, uczy szanować każdego człowieka, uczy co jest w życiu najważniejsze, uczy wiary… 

Paweł Pomianek, salon24.pl

Nie zna podłostek dorosłości?


Książka "Gdy dom jest światem" jest godnym uwagi dziełem literackim. Zwykle pisarze omijali codzienne chwile, co jak sekundy wiecznie nadchodzą i odchodzą. Brali na warsztat zdarzenia czy uczucia wyjątkowe, wyróżniające się i przez to godne upamiętnienia. 

Tu u Pani Łyżeczki mamy trwanie. Pomiędzy domem dziadków - co chwilę wspominanym wzorcem i złotym wiekiem - a domem własnym, z mężem i trójką dzieci. Autorka-bohaterka żyje prawie jak babcie i prababcie. O nowoczesnych bytach nie pisze niemal nic: ani o idolach ani o problemach naszych dni. 

Autorski sukces i czytelnicze zaskoczenie polega na tym, że opisane ręką Łyżeczki chwile nie niosą nudy czy monotonii, lecz głębię, urok, pasjonującą istotę życia. 

Ma się wrażenie, że bohaterka ociera się o świętość, jest prawie świętą domowej codzienności. A kiedy indziej widzi się w niej małą dziewczynkę, poważną, zadumaną, wdzięczną, która jak w bajce została raptem żoną i matką, więc godnie, z przejęciem dziecka próbuje ciężarowi sprostać. Jest czysta, bo jeszcze nie zna podłostek dorosłości. 

Może to dziecko, myśli czytelnik, zatupie nieraz nóżką? Może czasami wrzaśnie? Ale nie pisze o tym, bo wzorem pokolenia babć ma ujawnianie uczuć złych cz ywstydliwych za coś, czego dziewczynce czynić nie wypada, a co dziś określamy jako ekshibicjonizm? 

Jerzy Trammer 


Polis: "Dwa światy" 

Szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnie kiedy i jak trafiłam na blog PaniŁyżeczki na Salonie24, ale jak już raz zawędrowałam do posrebrzanego domu, to stałam się jego stałym gościem. Z Codzienności Posrebrzanej zaś dotarłam na szlak wędrówek Włóczykija, który przechodził niekiedy tymi samymi ścieżkami, którymi i ja niegdyś chadzałam. Tak poznałam z czasem cały Salonik Kameralny - specyficzne miejscewśród blogów Salonu24. Gdy dowiedziałam się, że z obu blogów ma powstać książka, pomyślałam „nareszcie!". Wydawało mi się jednak, że będzie to poprostu dodatek, jakieś inne utrwalenie tych treści, które już przecież znałam. Cieszyłam się na to wydarzenie, kibicowałam przedsięwzięciu, a mimo to nie spodziewałam się, że taką radość mi sprawi, gdy wezmę do ręki książkę. 

Któregoś dnia, po długiej drodze pocztowej: z Łyżeczkowa do Sosenkowa, a potem do mnie - przyszła wreszcie paczka (książek wszak zamówiłam kilka, bo chciałam się tymi drukowanymi blogami podzielić). Gdy wyjęłam pierwszą książkę, gdy przeczytałam dedykacje, zrozumiałam, że to jest całkiem inna historia. Czekały mnie ciepłe wieczory, przy lampce z kubkiem herbaty i wizyty w „magicznym domu", albo wędrówka w nieznane mi okolice i krajobrazy. Zebrane w jedną książkę opowieści z blogów stanowią zupełnie inną rzeczywistość niż ta, która tworzy się w wirtualnej rzeczywistości. Swoboda poruszania się po kolejnych opowiadaniach jest większa niż w świecie blogosfery - książka jest jak album ze zdjęciami, który można wciąż i wciąż wertować, raz zatrzymując się przy jakiejś fotografii, raz przeskakując kilka stron. Czytanie tych opowiadań na blogu ma oczywiście inne uroki - czekanie na kolejne posty, czy możliwość rozmowy od razu po pojawieniu się wpisu. Oba te światy - świat książki i świat wirtualny mają swoje niezwykłe zalety. Jednak jako dziecko ery Gutenberga z rozkoszą otwieram kolejne strony. 

Pierwszy świat, świat Pani Łyżeczki jest ciepły i bliski. Pełno w nim śmiechu dzieci, rozmów, cichych wieczorów i wspomnień. Na okładce książki w oknach domu- dziecięce rysunki. Dokładnie tak, jak wygląda dom z dziećmi - wszędzie pełno kartek z dziełami sztuki autorstwa małych artystów. Pod żadnym pozorem nie wolno pozbywać się tych rysunków - są bezcenne, choć jest ich bez liku. Łyżeczkowo z książki zaprasza czytelnika o każdej porze roku (taki jest układ treści - od wiosny do zimy i znów od wiosny do zimy, choć są sprawy także ponad(poza)czasowe). Jest tu wszystko, co musi być w wymarzonym domu: stół jako serce, dziecięce zabawki, kredki, kolejka z pociągiem, lampy z ciepłym światłem na jesienne wieczory, herbata z sokiem porzeczkowym, stary kredens, zioła, modlitwa, zdjęcia.... Jest letnia wyprawa, jesienny spacer z dziećmi i wieszanie prania z filozoficznymi przemyśleniami. Jest mnóstwo pytań, na które trzeba szybko szukać odpowiedzi i mnóstwo odpowiedzi, których dorośli szukać by mogli daremnie przez czas długi. Taki dom można zawsze ze sobą zabrać - bo tam gdzie jest cała rodzina, tam idzie „duch domu" i odwrotnie, gdy rodzina jest rozdzielona (dzieci u dziadków, Pan Łyżeczka w pracy), dom jest jakiś niepełny. Pani Łyżeczka tak pięknie opisuje dom z Pannami Ł. i T., Chłopczykiem S. i Inżynierem, że ma się natychmiast ochotę wsiąść do pociągu w odpowiednim kierunki i jak najszybciej dojechać na stację, z której już tak blisko do Łyżeczkowa. Można też zrobić odwrotnie - zaprosić ich do siebie, i dosłownie i w przenośni. Każda lektura książki, to takie goszczenie u siebie mieszkańców domu posrebrzanego - to całkiem inaczej niż na blogu, gdzie raczej jest wrażenie bycia goszczonym. A ileż było radości, gdy ten wypisany na klawiaturze świat nagle stał się bardzo realny w postaci gości-wędrowców, którzy prosto ze szlaku wakacyjnego zawitali do mojego domu. Panny T. i Ł. natychmiast zniknęły z moimi dziećmi w pokojach na górze, zaś Chłopczyk S. z nierozłącznym uśmiechem na buzi dzielnie towarzyszył nam w długich rozmowach..... I już wiadomo, że oba światy: wirtualny i realny są tak blisko siebie. 

Wczesne lato, wrocławska starówka, upal niemiłosierny. Stoję z komórką w ręce rozglądając się za... Srebrnym. Jak bowiem inaczej rozpoznam Sosenkę? W pewnej chwili szlaki naszych wędrówek - moja do Wrocławia i Sosenki na spotkanie - przecinają się w jednym punkcie. I na kolejne kilkanaście minut (tyle tylko n ie s t e t y miałam) wchodzę w drugi świat - świat sosenkowy. Skąd można brać tyle pogody ducha, zapału i cierpliwości? Skąd w tak skąd inąd drobnej postaci tyle sił do tylu dzieł i wędrówek? No i do dźwigania Srebrnego ;) Mam teraz w książce z piękną, napisaną piórem dedykacją: przewodnik po wielu szlakach turystycznych (i turystycznych inaczej) i niekończącą się lekturę na zimowe wieczory. Drugi świat bowiem - świat Sosenki, to z jednej strony swoista mapa z komentarzem dla byłych i obecnych wędrowców, takich co to wolą mniej uczęszczane szlaki niż te, po których trzeba iść z tłumem turystów. To także notatnik o wielu historycznych miejscach, zapomnianych cmentarzach, cichych kościołach, niezwykłych ludziach. Świat z sosenkowej części książki, to nie tylko wędrówki Włóczykija, to także kronika upływającego czasu. Rozdział VI łapie te wszystkie pożółkłe już kartki z historiami rozmaitych Bab - tych z torbami, i tych z kościoła. To portrety osób, które już nie spieszą się nigdzie. Sosenka zbiera te kartki wytrwale, by się nie pogubiły, by nie leżały schowane gdzieś w sekretarzyku, by nie osiadał na nich kurz. „Ja przez te lata nigdy nie sądziłam, że ktoś do mnie przyjdzie i zapyta... - wyrwało jej [opowiadającej o Historii Babie] się w pewnej chwili." A Sosenka chodzi, pyta, spisuje... I Włóczykij i Kronikarz :) 

Dwa światy w jednej książce. Dwa światy prowadzące do innych światów - innych blogów, miejsc, historii. Światy połączone ze sobą - z blogu Pani Łyżeczki jest linkowy most do Sosenkowa, książkę można odwrócić do góry nogami i już się jestw drugim świecie, w „realu" zawsze można umówić się na herbatę z sokiem porzeczkowym przy stole kuchennym Łyżeczki. Na to ostatnie czekam zniecierpliwością - musimy tylko zsynchronizować nasze zegarki, spakować plecaki i wsiąść do pociągu :)

Pani Łyżeczka, Sosenka, Gdy dom jest światem. Gdy świat jest domem, Umedia,Wrocław 2009. 

Noblog, Polis. Miasto Pana Cogito 


DanielPaczkowski.Blogspot.com: "Książka Pani Łyżeczki i Sosenki"  

Napiszę parę słów o książce niezwykłej. Dla mnie niezwykłej. Wydały ją bowiem pod pseudonimami artystycznymi dwie blogerki, znane z platformy salon24.pl, na której i ja przez dwa lata z okładem prowadziłem bloga,wybierając w końcu rok temu to obecne miejsce w samotni internetowej.

Tytułem podsumowania, jako że za parę dni minie rok, gdy zamieściłem w salonie24.pl swój ostatni tekst, była to i jest nadal, choć w nieco zmienionym kształcie bardzo ciekawa witryna. Blogi prowadziły tam bowiem zarówno osobyznane publicznie o poglądach różnorakich, od lewa do prawa, jak i amatorzy.Powstały wielorakie długo- i krótkotrwałe mikrospołeczności internetowe, spotykające się między sobą, organizujące różnego rodzaju akcje, a przedwszystkim powstała znakomita platforma wymiany poglądów, racji, komentarzy. Okazało się przy okazji, że blogerzy amatorzy potrafią z o wiele większą zaciętością drążyć tematy, które dziwnym trafem nie pojawiają się w wysokonakładowej prasie, nie mówiąc już o radiu i telewizji.

Choć nie istnieję już w przestrzeni salonu24.pl, nadal bardzo chętnie na nią zaglądam, nadal podczytuję blogi różnego rodzaju, gdyż drugiej takiej platformyw internetowej przestrzeni związanej z naszą polską rzeczywistością nie ma.(Choć na salonie24.pl prowadzą blogi osoby z całkiem różnych stron świata.)

W listopadzie otrzymałem książkę wydaną przez Sosenkę i Panią Łyżeczkę, które w salonie24.pl pojawiły się w 2007 roku. Prawie od początku stałem się wiernym czytelnikiem ich blogów. Wydawało mi się więc, że książka z wyborem tekstów blogowych nie będzie aż tak ciekawa, dla kogoś, kto treści zamieszczone w niej zna od dłuższego czasu. Myliłem się. Obie autorki "namieszały"bowiem, wydając książkę. Przede wszystkim zniknął porządek chronologiczny znany z bloga, nie ma też w książce, co dla mnie zupełnie zrozumiałe, komentarzy od czytelników. A co najważniejsze czytając książkę przeżyłem niejedną niespodziankę.

Czytanie rozpocząłem od części napisanej przez Sosenkę. Książkę bowiem da sięczytać w obie strony. Okładki tej książki, zależnie od tego, jak położymy ją nabiurku, zawsze prowadzą nas w świat bloga albo Sosenki, albo Pani Łyżeczki.Końce obu historii znajdują się zaś w środku książki.

Sosenka podzieliła swoją opowieść na kilka części tematycznych. Jej blog bowiem jest wielowątkowy. Pamiętam, gdy rozpocząłem jego czytanie w połowie roku 2007,zachwyciły mnie teksty związane z wędrowaniem po górach, typach schroniskowych spotykanych na szlaku, przystankach PKS i wiejskich sklepach. Zbliżało się lato i tym latem z blogu Sosenki powiało. Ale potrafi ona zmienić tematykę n abardziej frywolną, opowiadając o swoich wycieczkach z przyjaciółmi Adamem i Izą, gdzie wyróżnikiem opowiadanych historii jest humor, często absurdalny, śmiech, radość i niecodzienne śmieszne zdarzenia (Gang Olsena?) Lubię historie adamowo-izowe, ale najbardziej pociągają mnie w blogu Sosenki wspomnienia z przeszłości, zarówno gdy pisze o starym Wrocławiu, jak i przywołuje wspomnienia ludzi, którzy są świadkami dawnej historii. Tak a propos, Sosenka zajmuje się profesjonalnie dziennikarstwem i niektóre z historii, o których tylko napomykana swoim blogu można później odnaleźć w artykułach zamieszczanych w różnych czasopismach. Niespodzianką, na którą wcześniej nie zwróciłem uwagi, czytając bloga w internecie było odkrycie, że Włoszka, bohaterka jednego z artykułów Sosenki, za który otrzymała nawet nagrodę, jest mamą Ryśka, gospodarza Barysiówki, opisywanej nie raz na blogu.

Czego mi zabrakło w książce. Pamiętam, że magnesem przyciągającym mnie do blogu Sosenki były jej wspomnienia rodzinne. Znałem dalszy ciąg niektórych jej opowieści blogowych o tej tematyce z artykułów w Rzeczpospolitej, czy Niezależnej Gazecie Polskiej. W książce ich zabrakło. Może dlatego, że kiedyś wyjdzie jeszcze inna książka? Tego nie wiem.

I ostatnia rzecz. Dwukrotnie czytając część sosenkową książki, natknąłem się naswoje nazwisko. Sosenka bowiem zmodyfikowała cześciowo swoje niektóre notki,podrasowując niektóre (podobnie uczyniła zresztą Pani Łyżeczka), a w niektórych zmieniając treść, odnosząc się w ten sposób do komentarzy oraz korespondencji z czytelnikami w trakcie pisania bloga. Blog bowiem jest bardzo elastycznym instrumentem, gdzie interakcja między piszącym, a czytającym odbywa się często on-line. Za te wzmianki dziękuję.

Blog Pani Łyżeczki zacząłem czytać trochę później. Przeczytałem jedną notkę i poczułem, że muszę przeczytać wszystkie wcześniejsze. O ile Sosenka jest obieżyświatem piszącym o otaczającym nas bliżej lub dalej świecie (mocno generalizując), o tyle Pani Łyżeczka wprowadza nas w swój domowy świat, świat matki pracującej, cieszącej się życiem (Tak, wiele tu bowiem radości.), wychowującej trójkę dzieci. O sile tego pisania świadczy wrażliwość autorki oraz wartości, jakim hołduje. Gdy bowiem czytam o dworku dziadków, do którego przyjeżdżało się na wakacje, o ostatnim dniu pierwszego mężczyzny (dziadka) w życiu Pani Łyżeczki, o codzienności wypełniającej życie dworku, o Marcie, która otrzymała takie imię, jako drugie, o spacerach z mamą po Poznaniu, czuję, że tak, to jest to, o tym warto pisać i to warto czytać.

Część Pani Łyżeczki podzielona została nieco inaczej. Na pory roku, choć ostatnia część, zatytułowana została "Poza czasem". Dla mnie świat opisywany przez Panią Łyżeczkę stanowi taką właśnie krainę bajkową, idealną. Abstrahuję tutaj od codzienności, tak obecnej w jej notkach. Chodzi mi o takie wartości, jak pamięć o bliskich. Cmentarz oraz album ze starymi zdjęciami, listy dawno nie czytane stanowią istotną część tego świata. Chodzi mi oprzyjaźń, o której tak pięknie Pani Łyżeczka pisze w notce "Droga przez las nie jest długa, jeśli idziesz odwiedzić przyjaciela". Chodzi mi odzbanek z herbatą na stole i lampę zawieszoną nad stołem, symbole bliskości iciepła.

Gdybym miał wskazać, czego mi w tej części książki brakuje, to na pewno wskazałbym brak notek z tegorocznych wyjazdów do miejsc związanych z przodkami.

Aha, część Pani Łyżeczki urozmaicona została rysunkami Katarzyny Samulskiej. Rysunki te znakomicie oddają klimat bloga moim zdaniem. Najbardziej podobał mi się ten, przedstawiający matkę tulącą dziecko.

I jeszcze jedno. Do książki dołączona została zakładka. Często, gdy towarzyszy książce ma formę dodatkowego gadżetu, który przeszkadza i często zostaje zawieruszony gdzieś tam. Tutaj zakładka jest integralną cześcią książki.Zawiera krótkie biogramy obu autorek oraz słowo wstępne od założyciela witrynysalon24.pl, Igora Janke. Świetnie pomyślana rzecz. 

Daniel Paczkowski - blog

Sajonara:  Spotkałem Panią Łyżeczkę oraz Sosenkę 

Rozdarty miedzy obowiązkiem podzielenia się wrażeniami ze spotkania, a przemożną chęcią zatopienia się w lekturze cennego nabytku, usiadłem za klawiaturąaby jednak spełnić pocztowy przywilej. 

Zetknięcie wirtuala z realem jest niezwykle ciekawym przeżyciem. To trochę jak z ekranizacją powieści. Nagle postać z naszej wyobraźni nabiera realnych kształtów i wszystko jest w porządku gdy wyobrażenia z dziełem realnym są zbieżne, ale gdy są rozbieżne to są dwa wyjścia. Albo rozbieżność nas mileza skakuje, albo niemile bodzie. 

Że też musiałem się spóźnić. Co ja się będę tłumaczył no spóźniłem się i tyle. A nie chciałem, bo spotkanie autorskie miało być nowym doświadczeniem. Co prawda z dziesięć lat temu byłem na spotkaniu z Wiesławem Myśliwskim, ale jako obsługa, a nie widz. Wtedy było tłoczno, duszno i sztywno. Tym razem było na odwrót. Byłem świadomym fanem, który wybrał się na niecodzienne spotkanie z autorkami, które znał tylko z blogowej aktywności. „Stara Drukarnia” dobrze pasowała do takiego wieczoru. Piwniczny klimat, ale duże okna. Drewniane krzesła, ale wyściełane. Świece, pianino, lampka i stare fotografie. Przede wszystkim Sosenka i Pani Łyżeczka. 

Pierwsza wcale nie jest nobliwą cioteczką, którą to dość mylnie sobie wyimaginowałem. Druga pasowała do moich wyobrażeń jak ulał, a nawet lepiej. Od dawna emanowały wspaniałym ciepłem, które przy bliższym kontakcie jeszczebardziej ogrzewa potargane dusze. Choć Sosenka potrafi pokłuć ostrym słowem i z pewnością ma wariackie papiery (jarosławskie korzenie zobowiązują) to przede wszystkim jest to radosna i sympatyczna dziewczyna. Pani Łyżeczka to nie kwoczka rozedrgana nad swoim potomstwem, ale matka wsłuchana w swoje dzieci, bo jest ciekawa drugiego człowieka co dała odczuć osobom, które pojawiły się na spotkaniu. 

Można było posłuchać o kulisach powstania książki, o pomysłach na blogowanie, o szerszym tle niektórych wątków z książki, o wspólnych pasjach i cudownej przyjaźni. Sosenka i Pani Łyżeczka są związane z Salonem24 kojarzonym raczej jako gorącym politycznym forum. Gdzieś w jego zakamarkach jest miejsce na wytchnienie, na herbatkę czy kawę, miejsce na bujany fotel i ciepło z kominka oraz z kontaktu z drugim życzliwym człowiekiem. Dlatego w ciągu kilku godzin spotkania ani razu rozmowa nie otarła się nawet o politykę. Nie padła żadna nazwa partii politycznej ani nazwisko z pierwszych stron gazet. Czyż nie inne sprawy są w życiu ważne? 

O tym przypominają nam obie blogerki za co im serdecznie dziękuję. A teraz z kubkiem ciepłego kakao idę wyprostować nogi pod pierzyną i zatopić się wuroczym świecie jaki znaleźć można u Pani Łyżeczki i u Sosenki.

Sajonara, "Spotkałem Panią Łyżeczkę oraz Sosenkę", Poste Restante 


Noblog: Łyżeczka i Sosenka. Spotkanie 13maja
 

Pierwszy termin był ustalony na 15 kwietnia – wszystkich nas zmroziła na kilka dni wcześniej Zła Wieść ze Smoleńska. Spotkanie zostało odwołane. Długo zbieraliśmy się do kolejnego terminu i tuż przed 1-3 maja decyzja padła na 13. Czasu było mało, a trzeba było zawiadomić osoby zainteresowane. Salon zostawa łw gestii samych Autorek. 

Pani Łyżeczka przybyła pociągiem relacji Wrocław-Przemyśl. Zwykle wypatrując pociągu spoglądam w drugą stronę – tę wschodnią, bo stamtąd przyjeżdża ten, który zabiera mnie do Krakowa. Tym razem mrużąc oczy w pełnym słońcu wyczekiwałam na peronie 2 tej oczekiwanej w Rzeszowie w tym dniu postaci. Wyłoniła się nagle z tłumu pasażerów – jak Włóczykij, z plecakiem. Potem już z Pawłem Pomiankiem powędrowaliśmy na kawę i pyszne lody podpomnikiem płk. L. Lisa-Kuli (pamiętam je jeszcze z czasów liceum). Rozmawialiśmy o Salonie, polityce, Smoleńsku, książkach, historii… A słońce przysłuchiwało się nam pilnie. Gdy zbliżała się godzina przyjazdu Sosenki przeszliśmy wzdłuż przyszłych ogrodów oo. Bernardynów (teraz jest tu wielkiplac budowy) pod tak znany rzeszowski pomnik. Nawet cienia nie dawał tego dnia– taki bezużyteczny. Sosenka też wyłoniła się niespodziewanie i w sumie nie wiem już czy po prostu się obie z nagła pojawiły, czy faktycznie przyjechały –jedna pociągiem, druga samochodem. 

Trzeba było pokonać rzeszowskie korki (czymże są wobec warszawskich!) i przekazać Autorki Pawłowi Pomiankowi, który je porwał na swoje włości, w jedną z piękniejszych dzielnic Rzeszowa (wszak to stamtąd można jego panoramę oglądać). Spotkaliśmy się wieczorem w Starej Drukarni. W sąsiedztwie „starego Rzeszowa” – bożnic, Rynku, starych kamienic – nieco skryta galeria tego dnia była cicha. W tym samym wszak czasie odbywały się studenckie juwenalia. Nad Wisłokiem głośna muzyka i głośna zabawa, zaś w Starej Drukarni na chwilę zagościł i Stary Dworek i przystanek PKS gdzieś w Bieszczadach…. Jeszcze tylko gitary brakowało, ogniska i kosza jabłek. Było za to stare pianino, serwetki na stolikach, olbrzymi kandelabr, stara lampka i flakonik z konwaliami. Była Mama z maleńką Tereską, owiniętą w specjalną chustę. Małe, kameralne grono zbierało  się powoli jak przystało na Salonik Kameralny. Wszak tu nie musieliśmy się nigdzie spieszyć. 

Paweł z wprawą prowadził spotkanie – były zatem opowieści, wspomnienia,anegdoty: i te zabawne i te mrożące krew w żyłach. Krążył Sosenkowy album ze zdjęciami, a z fotografii ustawionych na stoliku spoglądały na nasz oczy Mieszkańców Małego Dworku. Pani Łyżeczka i Sosenka czytały fragmenty swoich opowiadań. Sosenka czytając fragmenty wybuchała śmiechem na wspomnienie niektórych przygód, przerywając od czasu do czasu i dopowiadając szczegóły, które albo miały swój ciąg dalszy, albo z różnych przyczyn nie mogły się znaleźć wksiążce. Pani Łyżeczka wprowadziła nas w świat dziecięcej fantazji,„lamparcich” przygód i górskich wędrówek dzieciństwa. Rozwinęła się dyskusja o macierzyństwie i ojcostwie, o wychowaniu, o czerpaniu z tego cudownego świata dzieciństwa. Goście spotkania zadawali pytania, dzielili się swoimi doświadczeniami. 

Dzień za oknem dogasał, coraz wyraźniej świeciły świece, coraz ciszej grało coś wokół i zbierali się zapóźnieni bywalcy galerii. Mała Tereska smacznie spała wtulona w swoją mamę - najbardziej bezpieczne miejsce na ziemi. 

To spotkanie połączyło dwa światy – ten blogowy i ten książkowy. W wersji„live” wszystko się tak ładnie połączyło w jedną opowieść, która wciąż się tworzy. 

Noblog, "Łyżeczkai Sosenka 13 maja",  Polis. Miasto Pana Cogito

Fronda: "Codzienność on-line. Internetowy świat Sosenki i Pani Łyżeczki"



Tipsy, modne ciuchy, obiady w restauracjach, weekendy w spa - taki model życia lansują pisma dla kobiet. Blogerki Salonu24 Sosenka i Pani Łyżeczka robią dokładnie co innego.

Kobietom rzadko pozostawia się dziś wybór. Model obowiązujący jest jeden –trzeba robić karierę, pieniądze, wydawać tysiące na ciuchy i zajmować się wyłącznie swoim wyglądem. Małżeństwo to słowo-abstrakcja, dziecko zaś traktowane jest bardziej jak rodzaj maskotki, która na pewnym etapie kariery jest pewnym urozmaiceniem. Nie wszystkie kobiety poddają się temu terrorowi. Są wierzące, są szczęśliwymi mamami i piszą o swoich przeżyciach prowadząc blogi. Ponieważ mają talent literacki, dostrzeżono je i postanowiono z ich blogów złożyć książkę. O kim mowa? 

Jakub Lubelski

Darmowe strony internetowe dla każdego