Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Zaliczone

2014-08-07 21:35:33, komentarzy: 7

 

Słońce stało jeszcze nad horyzontem, gdy spadł deszcz. Nie żadna tam ulewa, tylko ciepły letni deszczyk, taki w sam raz do zmoknięcia. Popatrzyłam na twarze naszych dzieci zajadające w (jako takim) skupieniu kolację i pomyślałam, że tego im się nie robi.
- Słuchajcie, macie rzadką okazję pobiegać po letnim deszczu. Raz, dwa, trzy, wszyscy od stołu!

 

Najpierw popatrzyli na mnie lekko zdumieni, ale jednak nie musiałam im dwa razy powtarzać. Niektórzy pożarli natychmiast wszystko, co jeszcze mieli na talerzu (Panna T.), inni porzucili po prostu kanapki i wybiegli bez pamięci (obaj chłopcy), a jeszcze inni zabrali kolację ze sobą, by dokończyć ją na trawie (Panna Ł.).

W ten sposób już po chwili radosne wrzaski dobiegły mnie z trampoliny, a ja zostałam, by w ciszy dopić herbatę. Pomyślałam, że bez tego ich dzieciństwo byłoby zupełnie nieważne. Że jedną z rzeczy, jakie koniecznie w życiu trzeba poznać, jest smak letniego deszczyku zgarnianego dłonią wprost ze spoconego policzka. Nie da się tego ominąć i wyrosnąć na człowieka.

 

Gdzieś tam w pamięci majaczy mi jeszcze jakiś deszcz padający przed starym dworkiem albo burza nad Poznaniem, gdy wybiegłyśmy razem ze starszą siostrą poskakać po kałużach przed blokiem. Taki deszcz ma tę szczególną cechę, że niebo przy nim się nie zaciąga, a każda spadająca kropla odbija w sobie promienie słoneczne. Trochę jak w filmowym „Panu Tadeuszu”, gdzie ojczyzna utracona zawsze skąpana jest w słońcu, nawet gdy leje albo wojsko strzela z armaty. Dzieciństwo ma dokładnie tę samą cechę.

 

Skoro zaś mowa o dzieciństwie, zaraz przypomniałam sobie, że widzieliśmy przecież ostatnio małego Kubusia. Spał w wiklinowym koszyku, zupełnie obojętny na fakt, że dziesięć osób stoi nad nim i wzdycha z zachwytem. Trzy kilo absolutnego spokoju. Jak się wkrótce zorientowałam, zostałam dzięki niemu stryjeczną babką, co naprawdę nadaje zupełnie nową jakość memu życiu. Mam prawo wreszcie być staroświecka i dystyngowana i nikt nie będzie mógł się temu dziwić. Staroświeckość mam już w kieszeni, teraz zostało tylko tej dystynkcji się nauczyć.

 

Tymczasem Chłopczyk J. potrzebował nauczyć się prawideł życia:
- Mamo, Kubuś już się urodził, tak?
- Tak, synku.
- I teraz K. ma już pusty brzuszek, prawda?
- Prawda…

 

***


Nie ma tutaj nas, nas, nas,
bo poszliśmy w las, las, las!


Tyle dobiegło do moich zmęczonych uszu gdzieś z okolic trampoliny. Dopiłam spokojnie herbatę. Rzadko to luksus – posiedzieć w ciszy. Wrzaski z podwórka mi tej chwili nie mącą. Cieszę się tym, że potomstwo ma już zaliczone dzieciństwo, a ja dotarłam wreszcie do właściwego etapu mojego życia.

Wrócili cali przemoczeni, gdy tylko przestało padać. Nie zawsze widuję tak szczęśliwe dzieci (a zwłaszcza nastolatki).


- Tak się cieszę, że pozwoliłaś nam wyjść na deszcz, że aż mogę cię tylko uściskać – Panna T. zaskoczyła mnie swym przypływem czułości. Choć prawdę mówiąc, podzielałam jej zadowolenie. – Wiesz, co było najtrudniejsze? – ciągnęła. – Najtrudniej było położyć się na mokrej trampolinie. Potem już jakoś szło, ale ten pierwszy moment…

 

Jak się okazuje, w życiu trzeba się nauczyć nie tylko rzucania na głęboką wodę, ale czasem także na płytką. Ciekawostka.

 

Teraz zaś wszyscy, napojeni gorącym kakao i pełni wrażeń, grzeją się pod kołderkami. A ja, pozostając w lekko zamglonej atmosferze ostatniej herbatki, grzeję się pod kocykiem. Trzeba przyznać, że taki ciepły letni deszczyk w porze kolacji to wyjątkowy prezent.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • kropka 9:45, 8 sierpnia 2014

    fajne przeżycie, mnie zmoczył letni deszcz na rekolekcjach 1 st. letnich tyle że miałam ciężką spódnice z materiału takiego z misia, która trzy dni się później suszyła:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:57, 15 sierpnia 2014

    Heh, Kropko, mówisz, że nawet zmoknąć trzeba umieć?

    Odpowiedz
  • kandulka 11:39, 8 sierpnia 2014

    Jak miło, że piszesz częściej :)
    Pozdrawiam.
    M.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:57, 15 sierpnia 2014

    Wakacje mają swoje prawa :)

    Odpowiedz
  • Rut 19:31, 14 sierpnia 2014

    my też wybiegamy pod daszek ciepłego deszczu. Nic na świecie tak nie pachnie jak on:)i jak łaskocze w nos.A na naszej trampolinie to jednak więcej nasionek brzozy i resztek szyszkowych po uczcie wiewiórek niż wody. Trampolina stoi pod lasem:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:57, 15 sierpnia 2014

    Nasza trampolina stoi obok domku dla gołębi. Zgadnij, czego na niej najwięcej ;)

    Odpowiedz
  • Rut 19:30, 16 sierpnia 2014

    domyślam się;)ostatnio stoczyłam twardy bój by gołębnik nie stał tuż przy moim kwiatowym ogródku.

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego