Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Tydzień dziecka i rodzica

2014-08-15 21:56:08, komentarzy: 0

- Posłuchaj, Chłopczyku J. – klarowała z zapałem Panna T., która bardzo lubi tłumaczyć i wyjaśniać – Posłuchaj, będziesz miał teraz przez cały tydzień rodziców tylko dla siebie!


Nie wiem, czy Chłopczyk J. jest nad wyraz inteligentnym trzylatkiem, czy po prostu od urodzenia uczy się prawa dżungli panującego w rodzinie wielodzietnej: uwagę rodziców trzeba sobie wywalczyć. W każdym razie od razu zrozumiał, o co chodziło starszej siostrze. Oczka rozbłysły mu zapałem i zaczął podskakiwać z radości:
- Będę miał mamę tylko dla siebie!

 

Mamę, nie rodziców.

 

Dla uczczenia tego faktu oraz zachowania tradycji rodzinnej, postanowiłam zaraz pierwszego dnia urządzić mu „dzień dziecka i rodzica”.
- Jesteśmy dziś sami, Chłopczyku.
- Hurra! Jestem tylko z mamą! Mam całą mamę tylko dla siebie!
- Może pojedziemy na wycieczkę?
- Nie.
- Nie? To może pójdziemy na spacer? – spytałam, lekko zbita z tropu.
- Nie.
- To co będziemy robili?
- Ja będę budował, a ty będziesz na to patrzyła – oświadczył stanowczo, jakby sprawę miał od dawna dobrze przemyślaną.
- Ale to jest nasz „dzień dziecka i rodzica”, możemy sobie gdzieś razem albo pójść.
- Pójdziemy na górę. Ja będę budował, a ty będziesz patrzyła.

 

W porządku. Jego dzień, ma prawo wybrać rozrywkę. Choć prawdę mówiąc marzyłam o nieco innej, może bardziej porywającej i dla mnie. Usiadłam jednak cierpliwie i podziwiałam jego zapał konstruktorski. W ruch poszły tory i kolejki, a także opowieści snute niestrudzenie przez małego budowniczego.

 

Tak wiele uwagi i cierpliwości z siebie wykrzesałam (a za oknem świeciło piękne słońce…), że w końcu znalazłam się na kanapie w pozycji półleżącej.
- Parzę, cały czas patrzę – mruczałam walcząc dzielnie z ciężkimi powiekami. Ale nie jest łatwo zwieść trzylatka.
- To ja się do ciebie przytulę! – ucieszył się.

 

I już po chwili, w pozycji półleżącej, stałam się torem do jazdy z przeszkodami. Chłopczyk J., uzbrojony w model żółtej, dwudrzwiowej syrenki, urządzał właśnie na mnie jakieś rajdy. Ochota na drzemkę przeszła mi od razu.
- Tu siedzi kierowca, a tu pasażer – tłumaczył mi z zapałem.
- A kim oni są? – spytałam, nawet zaciekawiona.
Zajrzał uważnie przez przednią szybę.
- Mężczyznami. Z tyłu siedzę ja. W foteliku.
- A kto obok ciebie?
- Ty. Jedziemy razem z Hermanic do Cieszyna. W bagażniku mamy namiot i śpiwory.
- Ale kim są ci mężczyźni na przednich fotelach?
- Już ci mówiłem. Kierowcą i pasażerem.
- A nie jest to tata i Chłopczyk S?
- Nie! – wykrzyknął triumfująco. – Oni biegli za samochodem, ale zostawiliśmy ich na łące!

 

Zastanowiła mnie pewna zaciętość w jego głosie. Widocznie konieczność dzielenia się mamą wcale nie jest taka oczywista i łatwa do przyjęcia oraz wymaga długiej i bolesnej nauki. Mam nadzieję, że przetrwam w jako takim stanie do końca tego procesu. Albo chociaż do końca tygodnia.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego