Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Teleportacja

2014-11-02 21:47:34, komentarzy: 8

 

Przeprosiłam się ostatnio do pianina. Prawdopodobnie dlatego, że Pan Łyżeczka, zupełnie irracjonalnie, przeniósł je z salonu do kuchni. Od razu wyraziłam swoje powątpiewanie co do tego ruchu, bo w końcu instrumentowi należy się bardziej szacowne miejsce. Okazało się jednak, że znów intuicja Pana Łyżeczki była trafniejsza – w kuchni jest nam wszystkim najlepiej, zarówno ludziom, jak i instrumentom. Taki dziwny mamy dom, że właściwie wystarczyłaby w nim jedna izba.

 

Wymykając się czasem (czyli siadając po prostu tyłem do całego świata) na kilka minut zaledwie, zaczęłam ćwiczyć polonez „Pożegnanie Ojczyzny” Ogińskiego. To ten, który tańczyliśmy na studniówce. Rozpoczynaliśmy na auli, ustawieni równo rzędami. Koleżanki w czarnych, jeszcze nieco szkolnych sukienkach, choć już trudne do rozpoznania z wymyślnymi fryzurami i wieczorowym makijażem. Koledzy, trochę zestresowani w swoich nowych garniturach. I brat koleżanki, którego wypożyczyłam na ten jeden wieczór od jego narzeczonej i który miłosiernie zgodził się mi towarzyszyć. Staliśmy tak, wypełniając szczelnie całą aulę znajdującą się na strychu poznańskiego liceum, aż ze szkolnego radiowęzła popłynęła melodia nagrana na zdartej taśmie magnetofonowej. I ruszyliśmy, w dół, po schodach, po korytarzach, na których ustawione mieliśmy stoły z jedzeniem, między szarymi klasami, w dół i potem znów w górę. Długi to polonez, więc zdążyliśmy całą szkołę tak obejść, gubiąc krok na schodach i potykając się w zbyt wysokich butach. Taki był urok studniówki w szkole.

 

Dziś więc gram „Pożegnanie Ojczyzny” i myślę, że teraz zaczyna się wszelkie bale od poloneza z „Pana Tadeusza”, że wraz ze zmianą utworu nastąpiła kolejna zmiana pokolenia. I to moje po prostu już przeminęło. Stwierdzam to raczej obojętnie, bez żalu. Dotykam klawiszy ciesząc się, że palce znów nabierają biegłości. Z radością wsłuchuję się w znajome tony, te nostalgiczne, chwilami bardzo ciche, a potem znów głośniejsze, jakby zwiastowały burzę. Grając swojego poloneza żegnam więc moją małą ojczyznę, znajdującą się gdzieś pomiędzy szarymi ścianami liceum, tańczącą nieporadnie na schodach.

 

Melodia płynie, a ja zastanawiam się nad zjawiskiem piękna. Nad tym, że człowiek potrafi stworzyć coś, co po prostu zachwyca. Fakt ten stanowi dla mnie niezbity dowód na to, że nie jesteśmy tylko przypadkowym zlepkiem komórek, jakimś skomplikowanym układem białka, który nagle bez wyraźnej przyczyny zaczął żyć. Piękna muzyka jest jak dotyk samego Boga. Podobnie zresztą jak wrześniowe czy październikowe popołudnie, zalane tym specyficznym jesiennym światłem. Gdy wydaje się, że to właśnie samo powietrze jest złote i że to pod jego wpływem liście zmieniają kolor. Widzę w tym nie przypadek, ale dotyk Stwórcy.

 

Gram poloneza. Zacinam się jeszcze tu i ówdzie, ale bardziej już słyszę jego rytm, częściej widzę długi korowód na szkolnych korytarzach. Żegnam tym samym dawno minioną ojczyznę. Żegnam też złotą jesień, bo oto niepostrzeżenie nadchodzi ta szara i zapłakana. Kiedy gram, nie mogę rozmawiać, więc niewiele dociera do mnie zza pleców. Jestem ja i moja studniówka i jesień i piękno, które stanowi znak.

 

I właśnie na tym etapie zapomnienia, czuję gwałtowne szarpnięcie małych łapek za moje ramię. Chłopczyk J., z niecierpliwością zwykłego trzylatka, pakuje mi się na kolana, wciska między mnie a klawisze i pyta, najzupełniej poważnie:
- Mama? A gdzie rośnie chleb? W ciepłych krajach?

 

Teleportacja. Jeśli istnieje teleportacja, to właśnie dzięki dziecięcym pytaniom, które potrafią sprowadzić matkę z najodleglejszych nawet ojczyzn wprost na ziemię. W trzy sekundy.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • kandulka 23:35, 2 listopada 2014

    Pani łyżeczko, Twoje pointy są genialne! A może to Pan Bóg genialnie "wymyślił" dzieci...? On na pewno ma duuuuże poczucie humoru :):):)
    Pozdrawiam. M.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:55, 3 listopada 2014

    Kandulko, pointy dyktuje życie. Samo, albo ustami dzieci :)

    Odpowiedz
  • Basia 8:21, 3 listopada 2014

    Tak, tak... żeby mama wiedziała gdzie jej orbita ;) Pozdrawiam Was Łyżeczko najserdeczniej :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:55, 3 listopada 2014

    O tak, wypadanie za orbitę jest stanowczo niewskazane. Ale dobrze czasem tam popatrzeć.

    Odpowiedz
  • Rut 16:20, 4 listopada 2014

    dźwięki pianina czy fortepianu, skrzypiec i sopran sprawiają, że momentalnie mam łzy w oczach. więc Bóg wiedział dlaczego nigdy nie nauczyłam się grać i nie śpiewam sopranem, choć to moje wielkie niespełnione marzenie.
    Muzyka jest innym światem, łatwo przenosi. Ale i dzieci mają tę zdolność. Jednym słówkiem ściągają w dół,ale też często za uszy wciągają nas wysoko w przestworza. Rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 11:44, 5 listopada 2014

    Czasem bywa też na odwrót: gdy muzyka nie chce słuchać zesztywniałych palców, gdy nic nie wychodzi i w ogóle po co tu siadałam, przyjdzie takie dziecko i mówi: "Ale ty pięknie grasz, mamusiu!"

    Odpowiedz
  • Wiktor 13:46, 30 listopada 2014

    Cudowne jak zwykle.

    UWAGA! TERAZ SIĘ POCHWALĘ !!!

    Z dumą się chwalę że też już jestem literatem. :)

    Ja też wydaję książkę :-|

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:46, 30 listopada 2014

    Gratulacje, Almanzorze!
    Proszę o szczegóły, dedykację, sama nie wiem, co jeszcze :)

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego