Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Słownik języka tubylczego ludów podłogi

2013-01-31 22:41:04, komentarzy: 15

Tubylec stoi przed schodami.

- Cininy! – woła zawzięcie.
I dodaje jeszcze długą wiązankę różnych określeń, których nie udało mi się jeszcze rozszyfrować. W każdym razie „cininy” to po prostu „dziewczyny”, a tubylec w ten czuły sposób woła siostry na obiad.

 

Tubylec biega z miseczką po kuchni.
- Zupkę! – prosi.
- Odaj! – dodaje bezpardonowo.
Dostaje zupkę i patrzy wyczekująco.
- Leleś! – żąda.
- Niepotrzebny ci widelec do zupki – tłumaczę. – Wystarczy łyżka.
- Yszka! – potwierdza tubylec.

 

Tubylec przyłapany na gorącym uczynku, ląduje za karę w kojcu
- Purzete, purzete – mówi z satysfakcją.
- Tak jest, grzebałeś przy moim komputerze – potwierdzam z gniewem.
- Purzete – cieszy się tubylec.
Do czasu, aż zauważy, że naprawdę siedzi w kojcu. Wtedy już tylko głośno protestuje.

 

- Mięsko! – dopomina się tubylec. – Odaj!
- To nie jest mięsko – tłumaczę.
- Serek? – próbuje dalej tubylec.
- Nie, synku, to jest chleb.
- Chep! Chep!
- Czekaj, dam ci na talerzu.
- Talerzu – powtarza. A potem, dla wprawy, jeszcze kilka razy w różnych wersjach – Talerzu, tarzelu, tarzelu, terzalu…

 

Tubylec chce wiedzieć, co się dzieje w domu.
- Psi? Tata psi?
- Nie synku, tata nie śpi. Tata jest w pracy.
- Cita?
- Nie czyta, pracuje.
- Psi!

 

Tubylec siedzi w krzesełku, gdy budzi się w nim dusza artysty.
- Koleke! – woła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Chcesz kolorować? – upewniam się.
- Koleke – potwierdza. I jeszcze dodaje, na widok świeczki:
- Paliś?
- Nie, nie zapalę – odmawiam.
- Nie paliś? – pyta zdziwiony.

 

Tubylec ubiera się na spacer. To znaczy ja go ubieram, a on się rozbiera. Czapka kolejny raz ląduje na podłodze.
- Podnieś czapkę – mówię, nieco poirytowana.
- Szapke? – dziwi się tubylec, rozglądając się po podłodze. Wreszcie podnosi.
Próbuję zapiąć mu kurteczkę, ale on wciąż patrzy w dół. Nie chciałabym przyciąć mu szyi zamkiem.
- Podnieś głowę – proszę.
- Głowę? – dziwi się tubylec, rozglądając się po podłodze. Ale ona tym razem pusta.

 

Tubylec. Podłoga to jego królestwo, a ja jestem tylko zamorskim przybyszem, próbującym poznać tutejsze zwyczaje i język. Przyznaję z dumą, że robię postępy.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • quoda 23:57, 31 stycznia 2013

    jakbym słyszała moją Bronię sprzed paru miesięcy! Do teraz zostało jej jeszcze to, że na pytania "po co?" i "dlaczego?" odpowiada zawsze "ja".

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:33, 1 lutego 2013

    Nasz Chłopczyk na razie głównie pyta. Albo żąda.
    Na pytania odpowiada losowo - tak lub nie, czy wzbudza wielką wesołość rodzeństwa. Nawet dla zabawy zadają mu różne absurdalne pytania, żeby usłyszeć, co odpowie :)

    Odpowiedz
  • kropka 1:24, 1 lutego 2013

    pozdrawiamy ciepło

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:34, 1 lutego 2013

    Dziękujemy i wzajemnie :)

    Odpowiedz
  • Alicja 8:40, 1 lutego 2013

    jak zwykle bardzo ciekawie, pani Łyżeczko! Pozdrowienia od Kobelków :-)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:34, 1 lutego 2013

    Dziękuję :)

    Odpowiedz
  • eNNka 10:26, 1 lutego 2013

    Bez zapisania chyba nie dałoby się tego odtworzyć za kilkanaście lat. Jedyne w swoim rodzaju są te pogaduszki z Tubylcem... :) Sapakiki i leleś! Dorosły w życiu by nie wymyślił :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:50, 1 lutego 2013

    Właśnie, zaczęło się od zapisania sapakików (sapakik?), a teraz trzeba było słowniczek ułożyć. I tak ma wiele braków...

    Odpowiedz
  • Rut 19:12, 1 lutego 2013

    Ten tubylczy jezyk wydaje mi się zupełnie bliski. Tata psi - dokładnie tak mawiała Nusia tubylec.A "paliś" u Laurki oznacza "zgasisz" . I to przestawianie sylab w wyrazach np. Kucru to wołanie o cukier:)Dziewczynka to "bidzinka". Czy Twój mały tubylec jest około dwuletni? :)dogadali by się z Laurcią na pewno.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:53, 1 lutego 2013

    Dwa lata będzie miał dopiero w maju. Odnoszę wrażenie, że Laurka jest ciut starsza?

    Odpowiedz
  • Rut 15:09, 2 lutego 2013

    Laurka 2 latka skończyła w listopadzie, więc pół roku starsza.

    Odpowiedz
  • Julian Arden 1:35, 3 lutego 2013

    Tak... Sporo lat temu to było... Mój syn, wówczas niezwykle małoletni, był pod ogromnym wrażeniem koników polnych (zwanych potocznie i dość błędnie świerszczami). Razu pewnego idąc z reszta rodziny skrajem łąki, wskoczył nagle w trawę i zawołał: Cyt, cyt, jestem SCUR!
    Niżej podpisany natomiast, będąc kiedyś w podobnym wieku, pochylił się w zachwycie nad pełznącą ścieżką dżdżownicą, po czym podniósł ku swej matce (zwanej Rudą) rozjaśnioną twarz i wykrzyknął z zachwytem: Mamo, TCHAWICA!

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:51, 13 lutego 2013

    :)
    Przypomniała mi się jedna dziewczynka, która całowała ślimaki...

    Odpowiedz
  • odys 19:55, 3 lutego 2013

    :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:52, 13 lutego 2013

    Witaj i tu :)

    Odpowiedz
Kreator www - przetestuj za darmo