Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Sapakiki

2013-01-20 22:25:00, komentarzy: 6

 

- Sapakiki! – wykrzyknął Chłopczyk J. wprost do słuchawki telefonu, przez którą usiłowałam rozmawiać.

 

Bo nie wiem, czy wiecie, ale każde dziecko, bez względu na wiek, zawsze najwięcej i najbardziej natychmiast musi zakomunikować swojej mamie wtedy, gdy ona akurat chwyci za telefon. Wcześniej ta sprawa nie była równie pilna, a za pięć minut będzie już zupełnie nieważna. Teraz natomiast jest niecierpiąca zwłoki oraz najistotniejsza pod słońcem.

 

Ale nie o tym chciałam. Miało być o sapakikach, o których wspomniał Chłopczyk J.
- O, jakie piękne słówko! – ucieszyła się jego ciocia z drugiej strony słuchawki. – Mój najstarszy, Chłopiec T., wymyślił kiedyś „kupipaskę”, która weszła oczywiście do słownika rodzinnego i teraz jest nieraz wspominana przez wszystkie dzieci.
- Kupipaskę? – zdziwiłam się.
- No, czyli kiełbaskę, oczywiście – wyjaśniła mi moja siostra spokojnie. – A ty koniecznie zapamiętaj te sapakiki, bo są piękne.

 

Natychmiast pomyślałam o tych wszystkich słówkach, których nie zapisałam, gdy Panny były małe. Wtenczas wydawały mi się tak często używane, że nie mogłam uwierzyć, iż kiedyś nie będę w stanie ich sobie przypomnieć.

 

Niespełna dwuletnia Panna T. mówiła na przykład „kolo” – długo, uparcie, natarczywie, jakby o coś prosiła. Długo nie mogłam zrozumieć, o co jej chodzi, a ona oczywiście złościła się. Wreszcie, metodą prób i błędów, doszłam: „kolo” oznacza „chleb”. Proste?

 

W naszym rodzinnym słowniku pozostało też „Dzidzi budź!”, którym mała Panna T. witała swoją maleńką siostrzyczkę leżącą w kołysce. I jeszcze „Gogo nie!” – wypowiedziane z niekłamanym przerażeniem na wieść o tym, że zamierzamy ucinać nogi. Chodziło nam o nogi łóżka piętrowego, ale Panna T. pomyślała o jej własnych, i stąd ten lęk.

 

Mistrzynią neologizmu była u nas jednak Panna Ł. Ponieważ zaczęła mówić wcześnie, często nie znała jeszcze właściwych określeń i wymyślała własne – tych też, niestety, nie zapisałam. Pamiętam tylko określenie „chlapka” na zwykłą kałużę, oczywiście mówiące wprost, do czego taka kałuża służy.

 

Chłopczyk S. w tym wieku zajmował się pierwszymi próbami zrozumienia, jak działa ten świat, a nie mówieniem, więc po nim w ogóle niewiele powiedzonek zostało.

 

Muszę jednak przyznać rację tym, którzy dawno temu radzili mi założyć stosowny zeszyt i zapisywać w nim różne dziecięce powiedzonka. Zeszytu nie założyłam, pamięć zawiodła i do dzisiaj przetrwało tylko tych kilka słów.

 

- Zapisz koniecznie, bo zapomnisz – upominała mnie przez telefon starsza siostra. – Najlepiej na blogu, to ci nie ucieknie.
- Dobrze, zapiszę – obiecałam. – Będzie tekst pod tytułem „Sapakiki”.
- Sapakiki! – powtórzył triumfalnie Chłopczyk J., wyciągając w moją stronę dwie piękne niebieskie skarpetki.

 

To jest, sapakiki.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • magna1 18:39, 22 stycznia 2013

    Kiedyś spotkałam dziewczynę, która opowiadała mi o swojej koleżance, której mama spisywała w zeszycie słowa swoich dzieci, a gdy dzieci były już dorosłe podarowała im go w prezencie. Z tego co mówiła ta dziewczyna zapamiętałam "zakumkaj jamatałki" i "aciptum a lalemlalem" . Jedno z tych wyrażeń oznaczało "załóż/ zapnij sandałki" (pewnie to pierwsze) a drugie niestety już nie pamiętam. Do dziś zawsze jak tylko przejeżdżam przez miasteczko, z którego pochodziła ta dziewczyna od razu przypominają mi się te słowa.
    W mojej rodzinie zaś było: "pencio" -mleko, "blabla" -kiełbaska i "lilibam" czyli wszystko co okrągłe :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 19:27, 23 stycznia 2013

    No to mamy już dwa określenia na ten sam przedmiot: "kupipaska" i "blabla". Ciekawe, co jeszcze można powiedzieć o takiej małej niewinnej kiełbasce ;)

    Odpowiedz
  • Rut 19:10, 22 stycznia 2013

    Mam takie notatki, kiedyś je robiłam od tyłu brulionu, w którym pisałam kolejny tom swego pamietnika, dziś - tak jak Ty Łyzeczko na blogu, albo a róznych świstkach papieru, bo nim dane mi będzie zasiąść przy komputerze słówka i powiedzonka gotowe ulecieć. Są cudowne i jedyne w swoim rodzaju, czasem coś przypominają, a czasem zupełnie nic. Czasem dzieci prosza mnie żeby przeczytać te ich stare gagi słowne. Czytamy wiec i niezmiennie pękamy ze śmiechu. I to dlatego Twoja siostra ma rację - koniecznie to trzeba zapisywać dla potomności:) rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 19:29, 23 stycznia 2013

    A ja się ciągle nie nauczyłam tego zapisywania na żółtych karteczkach. Nieraz już mi jakieś powiedzonko w ten sposób umknęło :(
    Potwierdzam natomiast, że powroty do starych tekstów blogowych, do książki, to sama radość dla dzieci.

    Odpowiedz
  • Rut 18:54, 24 stycznia 2013

    na żółtych tez się nie nauczyłam:) zapisuję na tym, co mi wpadnie w ręce np. na paragonach:) rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:34, 25 stycznia 2013

    Ile jeszcze muszę się nauczyć... Ja na paragonach robię czasem listę zakupów.

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego