Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Rodowód z pierogami

2014-01-26 22:42:01, komentarzy: 15

- Barbara Bułdyś z domu Biernat – recytowałam cierpliwie. Ręce, upaprane ciastem na pierogi, wycinały równiutkie kółeczka szklanką.
- Barbara Bułdyś z domu Biernat – powtarzała skrupulatnie Panna T. Mieszała przy tym swój ulubiony farsz: ziemniaki, ser biały i cebulkę. – Dalej była Agnieszka, tak? Ale jak się nazywała po wyjściu za mąż?
- Sempruch. Agnieszka Sempruch z domu Bułdyś.
- To twoja prababcia, a moja praprababcia, prawda? Mama prababci Joanny?
- Tak, Joanny Krzyżaniak z domu Sempruch.
- A dalej to już wiem! – ucieszyła się i wyrecytowała do końca cały rodowód: Babcię T., mnie i siebie. 

 

Ostatnio rzadko zdarzają nam się takie chwile, tylko we dwie. Albo w kuchni rezyduje tłum ludzi, albo Panna T. leży gdzieś na łóżku, zatopiona w lekturze. Albo się uczy. Albo ćwiczy na saksofonie. Zawsze sto powodów, by przeszkodzić.

 

Dlatego właśnie jej prośba o ruskie pierogi jest tak cenna. Żeby złapać te kilkanaście minut, gdy możemy zamienić kilka zdań. Albo przypomnieć sobie rodowód. Wprawdzie bez herbów i tytułów, ale za to pełen ludzi pracowitych, zaradnych i odważnych.

 

- Twoja prababcia wcześnie umarła? To skąd babcia nauczyła się gotować, skoro nie miała mamy?
- Najpierw pomagała w kuchni u swojej macochy. Potem poszła na specjalny kurs. Tam się najwięcej nauczyła. Mnóstwo przepisów znała na pamięć i wymieniała je tak szybko, że nigdy nic nie zdążyłam zapamiętać. Ale na szczęście część z nich (może większość?) zanotowała też w specjalnym zeszycie.
- Co się stało z tym zeszytem?
- Jest teraz u cioci I. Możesz ją poprosić, na pewno ci pokaże.

 

Dwie niebieskie iskierki zapaliły się z ciekawości. A mnie przypomniała się babcia Joanna, która wbijała mi w pamięć własny rodowód po kądzieli. Szczęściem postanowiłam go kiedyś zapisać i potem już mogłam uczyć się samodzielnie.
- Barbara Bułdyś z domu Biernat – mruczałam pod nosem.

 

Widziałam ją raz na zdjęciu rodzinnym. Najbardziej zapamiętałam tłum ludzi wypełniający ten obraz. Nie pamiętam, ile miała dzieci, ale wiem, że dużo i gęsto. Tak samo jak jej córka, Agnieszka. Byłam wtedy na miejscu, gdzie stał ich dom i gdzie prababcia Agnieszka przyszła na świat. Ta sama prababcia, która umarła młodo osierociwszy sporą już gromadkę drobiazgu. Najwyraźniej wielodzietność mam w genach po babkach. Może coś z nich jeszcze w głowie mi też zostało...

 

- A w tym zeszycie z przepisami są też ruskie pierogi? – spytała nagle Panna T.
- Słucham?
- Czy twoja babcia gotowała ruskie pierogi?
- Nie wiem. Nie pamiętam. Na pewno gotowała pierogi, ale czy ruskie? Raczej przypominam sobie takie z mięsem.
- To po kim ja tak je lubię?

 

Ot, zagadka. Każda rzecz musi przecież mieć swoją przyczynę. Tak jak ta, dla której stoję w kuchni wraz z córką i zamiast rozprawiać o sprawach współczesnych tego świata (na przykład o ciekawych kolegach ze szkoły), powtarzam z nią kolejne nazwiska przodków.

 

Bez wątpienia pierogl ruskie nauczyłam się gotować specjalnie dla Panny T., która pała do nich jakimś przeogromnym uczuciem. Ale ja uczyłam się ich z „Kuchni Polskiej”, a ona tę miłość ma wrodzoną, odziedziczoną zapewne. Bo też pierogi ruskie mieszczą się w innym rodowodzie. Rodowodzie pełnym ludzi pracowitych, zapobiegliwych i odważnych, ale jednak innych. O ten będzie musiała zapytać Pana Łyżeczkę przy jakiejś wspólnej okazji.

 

Bo też trudno orzec, co ważniejsze. Czy dokładna znajomość nazwisk, czy umiejętne odpowiadanie na pdszepty serca (albo podniebienia). Jedno i drugie ma przecież swoją przyczynę.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • blazio 1:38, 27 stycznia 2014

    Panna T. to już jedenastolatka.

    Pytanie praktyczne: od kiedy Pani Łyżeczka radzi dzieciom udostępniać telefon komórkowy?

    Inne pytania praktyczne też są w drodze. Nie wiem jednak, czy porównywać problemy wychowawcze na otwartym forum. :-)

    Pozdrawiam,
    blazio

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:59, 27 stycznia 2014

    Trafiłeś swoim pytaniem w gorący moment. Aż chyba napiszę osobny tekst ;)
    Co do porad praktycznych - żadna ze mnie super niania, a tym bardziej super mama. Doświadczenia tyle, co własnego, a rezultaty jeszcze nieznane. Poza tym w dobie, gdy problem wychowawczy sam może zajrzeć na tę stronę, trzeba raczej porozumiewać się przez maila...

    Odpowiedz
  • Bożena 12:20, 27 stycznia 2014

    Nie wiem, jak inne dzieci, ale moje również uwielbiają opowieści o rodzinie, o babciach i prababciach, żadna szkolna historia nie może się z tym równać. Coś w tym jest....

    Ja całkiem niedawno nauczyłam się gotować pierogi, chodzi mi o ciasto na pierogi, bo z tym miałam największy problem. A moja determinacja była również spowodowana gustem dzieci. I pomyślałam sobie kiedyś, że chciałabym, żeby najsmaczniejsze pierogi kojarzyli z naszym domem:))

    pozdrowienia dla Ciebie i Was wszystkich razem i z osobna

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 23:19, 30 stycznia 2014

    Bo też ciasto na pierogi musi być własnej roboty, inaczej w ogóle nie smakuje :)
    A historię szkolną nawet łatwiej przyswoić, gdy można ją pokazać na przykładzie. Człowiek nawet nie wie, ile ciekawych rzeczy kiedyś się zdarzyło...

    Odpowiedz
  • S.R.U. 13:57, 30 stycznia 2014

    Ulubionym tematem mojej córki podczas wieczornego niuniania są opowiści z mojego dziciństwa, a to ile milałam kotów i jak często i o co biłam się z wujkiem ;-) A co do czasów naszych przodków to byliśmy w muzeum wojska polskiego zobaczyć oddaną tam szalbę brata naszej praprababci, którą walczył podczas I wojny, dzieci były zachwycone, a Staś opowiada wszystkim że ma pradziadka "dowódce". Pozdrawiam Cię i całusy dla Twoich pociech - Piękna.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 23:23, 30 stycznia 2014

    Czytam i czytam i myślę, z czym też mam ten nick pokojarzyć, a tu na koniec taka niespodzianka :) Piękna!
    Wcale się nie dziwię, że Staś się chwali takim pradziadkiem. Prawdziwa szabla, w muzeum, to nie byle co :)

    Uściski gorące.

    Odpowiedz
  • Rut 20:28, 30 stycznia 2014

    A my właściwie to tylko ruskie pierogi uznajemy i jak stajemy do ich lepienia to calutką gromadą. Jedni farsz wyjadają, a inni ciężko pracują w pocie czoła w oparach pary wodnej. Nie wiem jak u Was, ale u nas tych pierogów gotujemy od razu na dwa dni, czyli jakoś koło stu sztuk:) I ja wielodzietność chyba odziedziczyłam po kądzieli. Moja prababcia miała 10-cioro, moja mama 7 dzieci. Ja wciąż im nie dorównuję:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 23:25, 30 stycznia 2014

    Nie no, zachowujesz tendencję - następne pokolenie o troje mniejsze :) A poważnie - zazdroszczę licznego rodzeństwa. Tak zazdroszczę, że własnym dzieciom je funduję ;)
    Pierogów nie udaje mi się ulepić na dwa dni. Zawsze jest za mało.

    Odpowiedz
  • Rut 19:34, 31 stycznia 2014

    Ty jednak masz coś z umysłu ścisłego. Mnie nigdy dotąd nie zaświtała w głowie myśl o tej tendencji:) nasze pierogi starczają, bo ze względu na rozmiar można je śmiało nazwać "pierożyskami" :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:26, 31 stycznia 2014

    Aaa, ja mam widocznie za małą szklankę do wycinania kółeczek :)
    Coś z umysłu ścisłego jak najbardziej. Moją największą dumą była czwórka z fizyki w liceum u TAKIEJ STRASZNEJ pani profesor. A dziś robię tłumaczenia techniczne. No i mam męża inżyniera, który pilnuje logicznego myślenia (mojego też).

    Odpowiedz
  • Rut 16:38, 1 lutego 2014

    A kto mówi o szklance:) Nam placuszki Lala ręcznie klei:)Do tego mamy patent na ciasto z dodatkiem drożdży:)przepis rodzimy. Ja z fizyki miałam 4+ w podstawówce, a w liceum podciągnęłam się na 5 :)a logika na studiach to była moja pięta Achillesowa.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:46, 2 lutego 2014

    To ja w podstawówce miałam 5, a w liceum podciągnęłam się na 4. Tak bym to ujęła :)

    Odpowiedz
  • Joasia 10:39, 2 lutego 2014

    Wspólne lepienie pierogów:), wspólne przypominanie historii:), fajnie:).

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:46, 2 lutego 2014

    Przecież Ty też to robisz, prawda?

    Odpowiedz
  • Daniel 14:03, 17 lutego 2014

    O, pojawili się u Ciebie przodkowie! Podoba mi się powyższy tekst baardzo! Dodam, że ja nie lepiłem jeszcze pierogów z dziećmi. Sam lepiłem może z dwa razy w życiu :). Ale moja córka lepi z mamą, że aż miło słyszeć! Pozdrawiam

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego