Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Przedwiośnie

2013-02-26 09:33:40, komentarzy: 19

 

Wesołe panienki w srebrzystych sukienkach przyleciały do nas całą gromadą. Trzymające się za ręce, spadły po prostu z nieba, chichocąc przy tym po swojemu. W chwili przybycia każda z nich miała zapewne za sobą jakieś pięć minut życia, a wiadomo, że podlotki w tym wieku bywają niepoważne. I niczym się nie przejmują.

 

Obsiadły na przykład cały parapet, przepychając się głośno i piszcząc. Chłopczyk J. stanął na krześle z drugiej strony okna, pokrzykując do nich po swojemu. Oczywiście zignorowały go, bo dorastające panienki nie zwykły zawracać sobie głowy małymi chłopcami.

 

Z parapetu zeskoczyły na schody. Rozsypały się po całym podwórku. Biegałam za nimi z miotłą albo z łopatą, zupełnie nie radząc sobie z ich wszędobylską, rozchichotaną obecnością. Strząsałam srebrzyste panienki z dachu samochodu, przeganiałam je spod bramy, wypraszałam ze schodów. Często nadaremno. One miały oczywiście swój świat i swoje sprawy i niewiele uwagi poświęcały komukolwiek innemu.

 

Za to dzieci, niezrażone, bardzo je polubiły. Wreszcie nie trzeba było odganiać ich od książek, rysunków i innych domowych rozrywek. Wystarczyło jedno moje hasło, by wybiegały z radością na podwórko. Wracały potem zgrzane, przemoczone, z policzkami obszczypanymi przez złośliwe srebrne panny. Ale szczęśliwe. Zawsze w takich momentach przypomina mi się, jak bardzo w pierwszych latach swego życia Panna T. ich nie lubiła. Płakała przy każdym najmniejszym kontakcie z nimi. Ma nawet takie zdjęcie: malutka Panna T. w niebieskim kombinezonie, z bardzo nieszczęśliwą miną, stojąca obok bałwanka dokładnie jej wzrostu. Minę bałwanka trudno rozszyfrować.

 

Za to Chłopczyk S. okazał się prawdziwym mężczyzną.
- Wiesz mamo, dziewczyny są bardzo ładne – oznajmił mi ostatnio z miną człowieka, który wie, co mówi.
- A chłopcy nie? – spytała zadziornie któraś ze starszych sióstr.
- Nie. Chłopcy nie są ładni – orzekł. – Tylko dziewczyny.
W sumie nie wiem, czy doszedł do takiego wniosku na skutek zabaw ze srebrzystymi panienkami, czy też pod wpływem koleżanek w przedszkolu.

 

Panoszyły się więc po całym podwórku od dłuższego czasu. Najchętniej przesiadywały na gałęziach jabłonki, machając bezczelnie nogami i zaglądając nam do domu. Na taką odległość, odgrodzona od ich chichotu szklana taflą, mogłam nawet po cichu przyznać się, jak bardzo je lubię. Wtedy, gdy całymi gromadami spadają na ziemię, zmieniając ją w ciągu godziny we własne królestwo, rządzone ich własnymi prawami. I wtedy, gdy leżą sobie beztrosko na ziemi, wygładzając wszystkie kształty i zakrywając wszelką brzydotę. Ten srebrzysto-błękitny widok za oknem przynosił mi jakiś spokój. I tylko malutki kolorowy witraży, przyklejony akurat na widoku, przypominał, że czasem na świecie jest inaczej, kolorowo, i nawet kwitną kwiaty.

 

Dziś natomiast wpadł do nas na chwilę pewien chłopak i natychmiast zrobił z nimi porządek. Ma jakieś pięć miliardów lat, a jak wiadomo, chłopcom w tym wieku w głowie tylko końskie zaloty. Ledwie przemknął przez podwórko, postrącał z gałęzi wszystkie panienki, ciągnąc za warkocze albo popychając delikatnie długim chudym promieniem. Niby przez przypadek. Panienki natychmiast zachichotały i tyle je widzieliśmy.

 

Panna Ł. westchnęła z radością.
- Lubię zimę – zwierzyła się. – Ale teraz będzie wreszcie śpiewać więcej ptaków i wszędzie zrobi się zielono...

Chłopczyk S., z właściwą sobie precyzją, zaczął dopytywać:
- Czy Wielki Post bywa czasem wiosną? Ile dni Wielkiego Postu jest zimą, a ile wiosną?
Panna T. zaraz zrobiła mu odpowiedni wykład. Oraz opowiedziała przy okazji o różnicach między wiosną klimatyczną a astronomiczną. I o naturze przedwiośnia.

 

Spojrzałam za okno. Srebrzyste panny opuściły moją rabatkę, będę mogła pomyśleć nad jej zagospodarowaniem. Zostawiły ją dobrze nawodnioną, tylko muszę pamiętać, żeby tym razem posadzić rośliny lubiące cień. Ostatnie przebłyski srebrnych sukienek mignęły gdzieś pod płotem, a potem zaraz pojawił się młody chłopak ze swą okrągłą, rumianą twarzą. Przypomniał, że trzeba poszukać ciemnych okularów.

 

Nie jestem pewna, czy lubię przedwiośnie. Na pewno bardziej, niż pełnię lata, bo źle znoszę upały. Oraz istnienie os. Wolę jednak wczesną jesień. Wiosna jest zbyt niecierpliwa, zbyt niepoważna jak dla mnie. Za dużo oczekiwań rozsiewa, a ja nie lubię zastanawiać się, które doczekają się spełnienia. Wolę to mieć za sobą.

 

 - Dobrze, że jest już cieplej, bo węgiel w piwnicy się kończy – sprowadził mnie na ziemię Pan Łyżeczka.

Całe szczęście, że jest w tym domu ktoś, kto czuwa nad takimi sprawami, bo ja gotowa byłabym myśleć tylko o srebrzystych panienkach.

 

A tymczasem po nich ani śladu.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Rut 11:31, 26 lutego 2013

    I u nas w piwnicy węgiel topnieje podobnie jak srebrzyste panienki:)I wiosną już tak zapachniało, i wręcz goraco w kożuszku przy dwóch stopniach na plusie i sikorki trenują zupełnie nową piosenkę pełną nadziei. Ja jednak wolę wiosnę i jej nadzieję i jej zapach i jej drobne zwycięstwa i plany co posadzić na rabatce. Cieniolubne mówisz? Mogą być hosty - one lubią cień, liście mają ozdobne i kwiaty przeróżne. No i są wieloletnie co cenię w roślinkach:) rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:24, 26 lutego 2013

    Żebym ja nie miała dwóch lewych do roślinek, może też bym lubiła?
    W każdym razie dziękuję za radę - może nawet poproszę o więcej :)

    Odpowiedz
  • Rut 16:31, 28 lutego 2013

    chętnie coś Ci podpowiem, choć nie jestem jakimś wielkim specjalistą. Raczej początkującym fascynatem ogrodnictwa:)

    Odpowiedz
  • basja 15:59, 26 lutego 2013

    wciąż się zachwycam lekkością Twego pisania :))

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:24, 26 lutego 2013

    Dziękuję, Basiu. Trudno przecież pisać ciężko o srebrzystych panienkach ;)

    Odpowiedz
  • Basia 18:06, 26 lutego 2013

    wymiotło śnieg faktycznie - nagle zrobiło się tak mało bajkowo. Też czekam aż błoto wczesnowiosenne ustąpi :) Całusy dla Was :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:25, 26 lutego 2013

    Basiu, a co z bałwankiem z lampką na głowie?

    Odpowiedz
  • Basia 7:43, 27 lutego 2013

    o bałwanku nawet nie wspominam, bo wygląda dość ... żałośnie ;) Został z niego taki mały słupek i dzieciom brak go okrutnie. Zwłaszcza, że ferie się skończyły...

    Odpowiedz
  • Rut 13:51, 5 marca 2013

    czekam Łyżeczko na koncert skrzypcowy:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:27, 5 marca 2013

    Praca na mnie napadła, ale może dam radę :)

    Odpowiedz
  • drwal 22:25, 22 maja 2013

    hmmm.. bardzo poetyckie opisy, z zacięciem które bardzo lubię. Bardzo szanuję takie inicjatywy i będę im zawsze kibicował, jednakże pod warunkiem rzetelności wypowiedzi. Skromnie chciałbym przypomnieć iż teoria ewolucji zakładająca istnienie naszego układu słonecznego oraz proces powstawania otaczającej nas czasoprzestrzeni jest dość krucha i kłóci się z kreacjonizmem. Oczywiście nie chcę bronić żadnej z teorii, pisząc jednak o miliardach lat utwierdzamy się nawzajem z pewnym postrzeganiu rzeczywistości bez konieczności kalibracji naszego myślenia. Blog jednak popieram i będę kibicował. Jednocześnie pragnę zaznaczyć iż nie będę odczytywał go bezkrytycznie w celu uniknięcia huraaaoptymizmu oraz w celu podnoszenia poprzeczki intelektualnej. Powodzenia i radości życzę.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:27, 4 czerwca 2013

    Widzę, że tradycja komentatorów, którzy sprowadzają mnie na ziemię swoją rzetelnością będzie kontynuowana i tutaj, na manifo.com. Bardzo dobrze.

    Odpowiedz
  • Drwal lub mama lub cokolwiek 14:00, 7 czerwca 2013

    Poezja nie musi pozostawać w sprzeczności z rzetelnością.
    Konstruktywna krytyka z mojej strony ma na celu jedynie wspierać Pani pasję i twórczość, a nie sprowadzać na ziemię.
    Choć trudno mi sobie wyobrazić lepiej przygotowane miejsce dla człowieka niż nasza planeta.
    Troszeczkę sobie żartuję oczywiście, ogólnie to ja muszę Panią przeprosić ponieważ raz jestem drwalem a innym razem mamą jak poniżej. i Myślałam że mój komentaż jako zdral nie opublikowano. Nie wiedziałam że dodają się na dole. Tak to jest jak się nie potrafi obsługiwać nowoczesnych urządzeń komunikacyjnych. Widocznie jestem reliktem przeszłości.
    Spróbuję jednak w ramach przyjemnej polemiki trochę zawiać w innym kierunku. Po co pisze się bloga?

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:52, 7 czerwca 2013

    Czyli sytuacja wyjaśniona, Mamo-Drwalo-Cokolwieku. Chochlików brak.
    Jeśli chodzi o wiek słońca, to całkiem przyjemna jest myśl, że nikt tak naprawdę go nie zna. Chyba że się mylę?

    A pytanie "Po co piszę bloga?" jest do mnie?

    Odpowiedz
  • cokolwiek 14:20, 17 czerwca 2013

    Brak chochlików. To moja niewiedza i braki.
    Nie znamy do końca nie tylko jego wieku, ani wieku naszej planety. Nieznamy 100 % metod poznawczych wieku wykopalisk, określania wieku skał i wielu wielu innych zagadnień. To bardzo złożone zagadnienia i sporo różnych teorii na ich temat. Szkoda że w szkołach uczą tylko jednej (nie zaznaczając przy tym iż to tylko teoria).
    A pytanie o bloga jest ogólne, jednakże rozumiem że Pani może tlko za siebie odpowiedzieć. Tak poprostu ciekawość nieugaszona we mnie wciąż każe pytać o wszystko. :) Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 17:13, 18 czerwca 2013

    Dlaczego chodzi się po górach? Bo są.
    Dlaczego niektórzy piszą bloga? Z tego samego powodu - bo nie mogą go nie pisać.
    Ot, cała tajemnica ;)

    Odpowiedz
  • cokolwiek 10:25, 8 lipca 2013

    Hehe. dobre :)
    Nie będę już Pani męczyć.
    Choć można było spojrzeć głębiej.
    Ale to sfera intymna, wiec nie czuję uprawnień do jej zgłębiania.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • mama 8:46, 23 maja 2013

    Nie ma mojego komentarza :(
    Przecież nie był niegrzeczny, co najwyżej próbował coś precyzować.
    To nic, od lat system szkolnictwa skonstruowany jest tak aby otrzymać żądany produkt. Skoro państwo sponsoruje proces to i wymaga tego co otrzymyje. Trudno więc miec pretensje do kogokolwiek.
    Kiedy to wojsko pruskie(bardzo dobrze wyedukowane) walczyło z Napoleonem a Napoleon zaczął zwyciężać i najechał na Prusy, ci dobrze wyedukowani żołnierze widząc bezsens walki, odmówili stania w miejscu i umierania bez celu. W konsekwencji Prusy przegrały wojnę. W obliczu takiego stanu rzeczy stworzono nowy sytem nauczania który miał na celu stworzyć jak największą liczbę zwolenników, a nie niezależnych myślicieli, miał złamać i ujednolicić jednostkę. I pojawiła się indoktrynacja. Ten system nie ma on na celu tworzyć krytycznych myślicieli i osób o niezależnych poglądach. Przeciwnie. Dlatego zwróciłam uwagę na wiek słońca.
    I to tylko w tym kontekście chciałam odnieść się do tych kilku miliardów lat dla naszej gwiazdki.
    Naprawdę nic więcej.
    Pozdrawiam. mama

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:29, 4 czerwca 2013

    Przepraszam najmocniej, ani nie jestem w stanie sobie przypomnieć tamtego komentarza, ani go znaleźć wchodząc w administrację konta. Może jakiś chochlik się wkradł?

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego