Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Postanowienie noworoczne

2013-01-01 23:12:01, komentarzy: 0

 

Tak naprawdę chciałam w wieczór sylwestrowy znaleźć spokojną chwilę, by usiąść i podumać. Zastanowić się nad tym, co było i co przegapiłam, zatrzymać się na moment na przyszłości. Pomyśleć o tym, z czego jestem zadowolona, a czego mi żal. Wiem dobrze, że jeśli czegoś naprawdę żałuję, to tylko myśli niespisanych.

 

Chciałam usiąść i wspomnieć te wszystkie teksty, które gdzieś błądziły mi po głowie, a których ostatecznie nie napisałam. Nie wstrzeliły się w wolną chwilę, a potem były już nieaktualne, albo po prostu nie chciały ułożyć się w całość. Na przykład ten o majowych litaniach odmawianych przez starsze panie przy kapliczce. I o Pannie T., która na koloniach odkryła, że z chłopcami starszymi od siebie można nawet się dogadać – i prowadziła z nimi długie dysputy na temat polskich noblistów. O Chłopczyku S., który poszedł do przedszkola, gdzie udowodnił, że urodził się z tytułem inżyniera w kieszeni. Miał narysować dom, drzewo i człowieka, a narysował dom i… słup wysokiego napięcia. O Pannie Ł., która rozpoczęła naukę gry na skrzypcach, co otworzyło w niej zupełnie nowe obszary wrażliwości. O Chłopczyku J., który zaczął tracić umiejętność mówienia w niezrozumiałym języku ludów podłogi, a zaczął uparcie powtarzać nasze zwyczajne słowa, wplatając je w swoje długie przemowy. O śniegu padającym w Cieszynie i Pani Profesor, która przez sypiące z nieba płatki pokazywała mi miasto dawne i miasto nowe, opowiadając jego historię i tłumacząc jego współczesność. O pełnej napięcia atmosferze na spotkaniu ze studentami. Pozytywnego napięcia. O tym, że lubię ten moment, gdy zaczynam czytać fragment książki, a po sali zaczyna krążyć pełna różnych znaczeń iskra zrozumienia.

Tak, miałam usiąść w ten wieczór i rozpamiętywać oraz czynić dobre postanowienia poprawy na Nowy Rok. Bo żal mi tych wszystkich myśli, które pozostały niewyrażone i do których już więcej nie wrócę.

 

Ale wszędobylska rzeczywistość okazała się silniejsza.

– Przede wszystkim ma być kurczak pieczony – zaczęła wyliczać Panna T., wyciągając kartkę i długopis. – Razy trzy, co oznacza trzy osoby zamawiające.
– I coca-cola – przypomniał Chłopczyk S.
– I herbata mrożona – dodała Panna Ł.
– Coca-cola razy dwa, herbata mrożona razy dwa, sałata razy trzy, mozarella razy dwa, feta razy jeden, oliwki razy trzy – notowała niestrudzenie Panna T.
– I jeszcze mleko – dorzuciłam przyziemnie i zupełnie niesylwestrowo.

 

Dzieci dostały swoje niezdrowe jedzenie, które raz do roku mogą sobie zamówić. Ale także sałatę z serkiem feta i oliwkami. Nawet film im kupiliśmy, żeby uczcić ten wyjątkowy wieczór. One jednak okazały się sprytniejsze. Widząc, że zostają w domu tylko z mamą (Pan Łyżeczka tradycyjnie już spędzał Sylwestra w pracy), postanowiły wykorzystać ten fakt w pełni.
– Film, to my sobie możemy obejrzeć kiedykolwiek – klarowała mi Panna T. – A nie wiadomo, kiedy znów będzie okazja, by pograć z mamą w gry planszowe.
I urządziła turniej, trwający od kolacji do północy. Wykańczający pod każdym względem tak, że po północy nadawałam się już tylko do spania.

 

Dlatego myślenie musiało przejść awansem na Nowy Rok. Odnalazło się w nim w takiej postaci: mogę sobie żałować wielu rzeczy, których nie zrobiłam, mogę tęsknić za tymi wszystkimi tekstami, których nie napisałam. Ale jeśli okazałoby się, że był to ostatni Sylwester w moim życiu, nie będę musiała żałować, że nie miałam czasu dla tych, których najbardziej kocham. I którzy miłość tę skrzętnie wykorzystują, ku rozczarowaniu wiernych czytelników.

 

No i teraz nie wiem, jakież to postanowienie poprawy powinnam podjąć.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego