Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Pięćset lat z nawiązką

2014-07-05 23:44:39, komentarzy: 9

Obiecałam kilku osobom, że napiszę, jeśli doczołgam się jakoś do wakacji. Otóż piszę.


Późno już, więc porzucam wreszcie komputer i wychodzę na ogródek. Jest jak zawsze. Na schodach czeka na mnie mnóstwo zielonych jabłek opadłych z drzewa. Wygląda więc na to, że jabłoń kwitła i w tym roku. Kiedy? Trampolina stoi w rogu, tuż pod uchylonym oknem sąsiadów. Pan Łyżeczka kiedyś oliwił sprężyny, więc nie skrzypią tak przeraźliwie, jak ostatnim razem. Nie pamiętam, kiedy to było. Księżyc świeci swoją okrojoną mocno tarczą, białe chmury stoją wysoko, odsłaniając zaledwie dwie gwiazdy. „Tak wyglądają gwiazdy w letnią noc” – myślę, dziwiąc się w duchu, że nie są rzędami czarnych literek na białym tle. Elastyczny materiał ugina się pod stopami jak zawsze i wynosi mnie z powrotem na orbitę normalnego życia. Świat nie zmienił się tak bardzo przez te kilka miesięcy. A może ostatni rok...

 

Dziś wieczorem do łóżka wyprawiałam tylko jednego Chłopczyka S. Mały J. padł wcześniej, starsze siostry kąpią się w morzu. Położenie jednego Chłopczyka zajmuje tyle, że nawet oczy nie zdążą odpocząć od monitora. Za krótko. Przy okazji przypomniało mi się pytanie, jakie zadała mi kiedyś lekko przerażona mama jednego synka, patrząc z niedowierzaniem na naszą poczwórną gromadkę:
- Ile czasu zajmuje ci, zanim położysz ich wszystkich spać?
Nie umiem odpowiadać na takie pytania. Bo jak tu policzyć czas, który płynie czterema torami jednocześnie, czasem się przeplatając, czasem sumując, a czasem odejmując? Czas jest taki względny. Starsza siostra pomoże braciszkowi, któryś z chłopców sam umyje zęby, a kto inny potrzebuje, żeby dziś z nim posiedzieć w łazience. Jak to wszystko wyliczyć?

 

Skacząc na trampolinie i zastanawiając się, ile dni upłynęło od ostatniego takiego wieczoru, zaczęłam liczyć, ile potrzeba, by położyć dzieci spać. Stwierdziłam, że jak dotąd zajęło mi to jakieś dwanaście lat. Przede mną nadzieja na kolejne dwadzieścia. Trzydzieści dwa lata kładzenia dzieci do łóżek. Do tego jeszcze muszę doliczyć czas spędzony na gotowaniu im i na rozmowach przy stole. Setki godzin w samochodzie, gdy jeździmy do szkoły muzycznej i z powrotem. A ile chwil zwykłego matczynego martwienia się o dzieci? Wsłuchiwania w spokojne oddechy lub niespokojne kaszle? Wychodzi na to, że gdyby ustawić wszystko w jednej linii, musiałabym spędzić na tej ziemi jakieś pięćset lat.

Ponieważ jednak tysiące spraw dzieje się jednocześnie, jest nadzieja, że będą mogła stąd odejść nieco wcześniej. Że może przed śmiercią zdążę jeszcze kilka książek przeczytać, parę osób odwiedzić, a może nawet coś napisać? I nie będzie to tylko tłumaczenie dla firmy X, zapisujące się w głowie setkami czarnych literek, które tak mało znaczą? Pewnie gdybym nie miała dzieci, mogłabym żyć liniowo, zapisywać i rozważać. A tak mogę tylko obiecywać, że jeśli dożyję do wakacji, spróbuję się odezwać.

 

* * *

 

Chłopczyk J. jako bardzo wygadany trzylatek lubi rozmowy na tematy egzystencjalne. I jak trzylatek zadaje wciąż te same pytania, oczekując ustalonych odpowiedzi. Przytula się więc do mnie i zagaduje:
- Mamusiu, a skąd masz dziecko?
- Pan Bóg nam dał. Jak rodzice się mocno kochają, Pan Bóg daje im dziecko.
- A po co ci dziecko?
- Żebym miała kogo kochać – odpowiadam zgodnie z planem.
- A gdybyś nie miała dziecka?
- To kogo bym kochała?
- Tylko dziewczyny i Chłopczyka S. i tatę, a mnie byś nie miała. I byłoby ci przykro. A ja leżałem u ciebie w brzuszku.
- Tak, zanim się urodziłeś, miałam cię w brzuszku.
- A potem wstałem i wyszedłem z tego brzuszka i już nie leżę. I możesz mnie przytulić – uśmiecha się przymilnie.
- No właśnie. A widziałeś, jaki K. ma duży brzuszek? – Dodaję, burząc ustalony porządek. – Tam w środku jest mały Kubuś i niedługo się urodzi. Ty też tak kiedyś byłeś u mnie.
- A teraz? Nie masz teraz żadnego Puchatka w brzuszku? – patrzy uważnie na moją bluzkę.
- No nie, nie mam –wzdycham z lekka.

 

Gdybym miała, musiałabym kolejne sto lat przeżyć w ciągu zaplanowanych osiemdziesięciu. I już na pewno nie miałabym czasu na bezsensowne wyliczenia. Może to całkiem niezły plan na życie?

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Shork 23:49, 5 lipca 2014

    :-)

    Odpowiedz
  • arka 17:28, 11 lipca 2014

    Mógłbym Twoje opowiadania czytać bez końca :)
    Pozdrawiam z Elbląga i do zobaczenia za 14 dni :)

    AK
    .

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:52, 13 lipca 2014

    Wygląda na to, że rzeczywiście nie mogę ich skończyć. Co ja będę robić, gdy dzieci się z domu wyprowadzą?
    Tymczasem do zobaczeina!

    Odpowiedz
  • Basia 10:38, 12 lipca 2014

    Kochana Łyżeczko :) Cieszę się, że dotarłaś cała i zdrowa do wakacji i masz jeszcze siły skakać na trampolinie :D Ja błogosławię różnicę wieku w mojej małej trzódce ;) Kiedyś podziwiałam, jak się Panny ślicznie Chłopczykiem J. zajmują i okazało się, że sama tego doświadczam :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:53, 13 lipca 2014

    Basiu, a ja im po cichu zazdroszczę, że przy swoich dzieciach będą mądrzejsze, niż ja byłam. Doświadczenie robi swoje.

    Odpowiedz
  • ola_g 7:35, 15 lipca 2014

    cieszę się, że dotarłaś :) lubię Twoje pisanie i coś mi mówi, że nawet jak dzieci wyprowadzą się z domu, będziesz miała o czym pisać :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 15:04, 22 lipca 2014

    Ach, wtedy to dopiero będę miała o czym pisać! Gdy myśli będą głośniejsze od ciągłych rozmów...

    Odpowiedz
  • Ola 22:08, 23 lipca 2014

    Ech... Matka.. :) Skąd ja to znam? Tylko, że w przypadku Starszej dziwnie było.. na uboczu, jak Matka Zastępcza, poddawana ciągłej krytyce Pana Ojca i pod jego okiem. Młodsza była moja i tylko moja, nie Dziadkowa. A jednak, z perspektywy tylu lat wciąż mam wątpliwości, czy zdałam ten matczyny egzamin.. Pozdrawiam serdecznie. Ola

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 15:42, 24 lipca 2014

    Nie wiem, czy to egzamin. Może tylko towarzyszenie? Obciążone błędami i słabościami, ale przecież Ktoś Inny nad tym czuwa.

    Odpowiedz
Kreator www - przetestuj za darmo