Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Odpowiedzi

2015-04-18 14:49:20, komentarzy: 4

Kiedy wpadł na nas po raz trzeci, po prostu roześmiałam się. On też.

 

Był wysoki, miał na sobie jakiś biały płaszcz, a w ręku powiewały mu ulotki i kolorowanki dla dzieci. W drugiej trzymał puszkę.
- Aaa, to znowu pani! – wykrzyknął ucieszony, choć już dwa razy nic mu nie wrzuciłam na leczenie Arturka. – Wciąż do pani podchodzę, bo pani taka miła.
- Tak, to ja – śmiałam się dalej. – Ale teraz już rozmieniłam i mam kilka drobnych, żeby panu wrzucić.
- Tylko kolorowanki już mi się skończyły – stropił się. – Zostały krzyżówki dla dorosłych. Nie będzie nic dla tego malucha – wskazał na Chłopczyk J., zadzierającego głowę w jego kierunku.
- Nic nie szkodzi, dziękujemy.
Jednak zamiast pogonić dalej ze swoją cenną puszką i krzyżówkami, nagle wdał się w pogawędkę.
- Ciągle panią zaczepiam, bo z daleka widać, że pani taka miła. Taka naturalna.
(Aaa! Znów wyszłam bez makijażu, to dlatego „naturalna” – pomyślałam z rozbawieniem.)
- I ma pani takie uśmiechnięte oczy!

 

No co się dziwić, skoro gość na środku ulicy prawi mi komplementy. Co się dziwić, skoro właśnie szłam sobie spokojnie z Chłopczykiem J., grzejąc plecy w pierwszym poważnym słoneczku tej wiosny. I właściwie dopiero co minęliśmy pewnego dziadka, schowanego przy szarej ścianie budynku, tuż za furgonetką. Przysiadł na jakimś słupku i grał na prostokątnym kawałku niebieskiego plastiku, wciśniętym między zasuszone palce. Ale jak grał! Chłopczyk nie miał ochoty stamtąd odchodzić, a ja zachwycałam się w duchu nad pięknem świata, na którym starym dziadkom wolno grać byle gdzie i na byle czym. „I naprawdę żadnej dyrektywy nikt jeszcze w tej sprawie nie wydał…” – ucieszyłam się tą wolnością. A Chłopczyk J. zaczął wspominać Joszko Brodę, który umie zagrać na kawałku drewna. I właśnie w tym stanie ducha wpadliśmy znów na pana w białym płaszczu. Co się dziwić, że oczy nam się śmiały.

 

Tymczasem on dalej stał i gawędził:
- Jest pani taka naturalna, proszę przekazać mężowi, żeby o panią dbał!
- Dziękuję, przekażę. Ale on właśnie bardzo o mnie dba – dodałam uczciwie.
- To widać! Z daleka widać, że jest pani szczęśliwa – zakończył i znów zniknął w tłumie.

 

Zastanowiło mnie, kim też może być człowiek, który dostrzega takie rzeczy. I dlaczego spośród tylu kolorowych przechodniów wyłuskiwał akurat nas, ubranych w kolory maskujące, z maskującym brakiem makijażu na twarzy i w ogóle wtopionych w szare tło. Nawet dziecko miałam przy sobie tylko jedno, co niezbicie dowodzi, że niczym się nie wyróżniałam. Zresztą już parę razy przekonałam się, że mnie samej, idącej bez dzieci, ludzie albo nie zauważają albo nie poznają. A tu – proszę, nawet nic pan w płaszczyku nie wspomniał o wyjątkowym uroku Chłopczyka J.

 

Albo po prostu blefował? Zagadywał ot tak, żebyśmy w końcu mu pomogli wspierać leczenie chłopca? Przecież takich rzeczy ani w lustrze nie widać, ani nikt inny ich nie wygaduje…

 

Tak mogłam myśleć jeszcze jakieś dwadzieścia cztery godziny, bo słowa, które usłyszałam następnego dnia, znów zbiły mnie z tropu. Tym razem padły z ust nieznajomej staruszki-zakonnicy, która rzuciła się gratulować nam wspaniałej rodziny.
- Jesteście tacy szczęśliwi wszyscy! Po oczach to widzę. Niech Bóg wam błogosławi – mówiła na pożegnanie.

 

Wiem, że takie spotkania to odpowiedź. Coraz głośniejsza i za każdym razem wyraźniejsza. Ta sama, której udzieliła mi kilka dni wcześniej Ola, popijająca kawę nad resztkami świątecznego ciasta. Zastanawiałam się głośno, co też my możemy dać temu światu i w jaki sposób pociągnąć go do Źródła Piękna.
- Po prostu żyjcie tak, jak dotychczas.
- Ale przecież nasze życie jest szare i mało atrakcyjne – powątpiewałam.
- Relacje – padła odpowiedź. – Wasze dobre relacje są widoczne z daleka.

 

Cztery dni później zostałam trzykrotnie zagadnięta na ulicy. Piątego  usłyszałam o tym, co mówią nasze oczy.

I teraz wiem na pewno, że żadne pytanie o sens nie zostaje bez odpowiedzi. Czasem nawet kilku.

 

A przecież Chłopczyk J. też zadaje pytania. Patrząc na kolorowe, świeżo pomalowane pisanki, spytał:
- Mamo, czy żółte jajko jest niedojrzałe?

Żal mi go trochę, bo on zadowalającej odpowiedzi nie uzyskał. Widocznie matka wyczerpała limit.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Basja 13:05, 20 maja 2015

    i dałaś mi odpowiedź czy raczej potwierdzenie na ważne pytanie :)

    Odpowiedz
  • Rut 11:30, 5 sierpnia 2015

    Łyżeczko, hop, hop!!! Gdzie jesteś?!!!

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:44, 20 listopada 2015

    Też się nad tym zastanawiam :)

    Odpowiedz
  • Bogna 21:37, 15 października 2015

    No tak. Niby fajnie. Ale to najlepsi psycholodzy, lepsi od kieszonkowców. Ale gratuluję wniosków z obserwacji. Przestrzegam jednak przed znajdowaniem granicy pomiędzy serdecznością a naiwnością. Oby nigdy nie spotkało cię Łyżeczko to co mnie. :)

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego