Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Niezależność

2013-10-27 21:37:09, komentarzy: 10

Zaczyna się od mitycznego już „ja sam”. Właściwie nie, od mitycznego „JA SAM!!!”.


Na przykład sam się rozbiorę. Zdejmę spodnie i skarpetki, a potem zaplączę się zupełnie w bluzę.
- Mamaaaa! Pomoc! SOS!
Tak, tak, SOS też już potrafi zawołać.
Mama biegnie z odsieczą, odplątuje synka z rękawów, wyciąga główkę z pułapki i słyszy słowa wypowiedziane z największym oburzeniem:
- Zostaw, JA SAM.

 

Kiedy mały człowiek już nacieszy się samodzielnym przekładaniem różnych części garderoby przez głowę, może przystąpić do nieco bardziej skomplikowanych zadań.
-Na nocniczek, na nocniczek, na nocniczek – podśpiewuje sobie dwulatek.
-Brawo – mówi uradowana mama, gdy synkowi uda się zawołać w odpowiednim momencie.
- Brawo, przejdź dalej – podchwytuje Chłopczyk J., cytując przy tym Smoka Danonka z gry komputerowej starszego rodzeństwa. Potem siedzi jeszcze chwilę, aż osiągnie kolejny sukces.
- Mama, zrobiłem kupę – oznajmia radośnie, na cały dom. – Mama, chodź tutaj, bo pachnę.
Mama przychodzi i potwierdza. Rzeczywiście, pachnie fiołkami. Na cały dom.

 

Taki dwulatek dodatkowo wszystkiemu się dziwi (zupełnie jak prawdziwy poeta).
- Będę chodził do szkoły muzycznej i będę grał na kszypsach, jak Panna Ł. Będziesz po mnie przyjeżdżać do szkoły muzycznej?
- Tak synku, będę.
- Po mnie? – upewnia się Chłopczyk J.
- Tak, po ciebie.
- Do szkoły muzycznej?
- Do szkoły.
- Samochodem będziesz po mnie przyjeżdżać?
- Tak, samochodem.
- Będziesz po mnie przyjeżdżać do szkoły muzycznej, jak będę grał na kszypsach jak Panna Ł.?
- TAK.
- A dlaczego?
Matce brakuje odpowiedzi, albo po prostu nie chce jej się już szczęką kłapać po próżnicy.
- No bo tak? – podpowiada usłużnie synek.
- No bo tak – potwierdza mama.
- Acha – woła uspokojone dziecko. Sprawa załatwiona.

 

Dwulatek jest bardzo dumny z tego, że umie mówić. Chętnie więc włącza się w rozmowę, bardzo przy tym starając się swoją wypowiedzią wstrzelić w kontekst. Najlepiej jest przy kolacji, bo wtedy i tak wszyscy mówią naraz, przekrzykując się tylko coraz głośniej nad stołem. Mama siedzi wtedy z głową miedzy rękami i jęczy tylko:
- Błagam, ciszej…
Chłopczyk J. stara się pewnie pomóc, bo wrzeszczy na całe gardło:
- Cicho! Teraz ja mówię!
Gdzieś po szóstym takim okrzyku udaje mu się wreszcie uspokoić rodzeństwo i wszyscy spoglądają na niego z wyczekiwaniem. Chłopczyk uśmiecha się niepewnie i zastanawia, o czym mowa.
- Dzisiaj zrobię urodziny i zaproszę koleżanki – oświadcza nagle. – Będę miał tort i świeczki. I będę dmuchał świeczki.
- A skąd ty weźmiesz koleżanki? – pyta ktoś drwiąco.
- Dużo będę miał koleżanek. I będę dmuchał świeczki.
- No a te koleżanki to skąd? – docieka niecierpliwa mama.
Chłopczyk J. nie bardzo wie, co powiedzieć. Do przedszkola jeszcze nie chodzi, na plac zabaw też nie bardzo. Ani do szkoły muzycznej. Na szczęście przypomina sobie zdanie, które działa zawsze, gdy nic innego nie przychodzi do głowy:
- A daj mi święty spokój!

Ot, i cała rozmowa. Własne plany uratowane, jeszcze można podkreślić swoją niezależność i elokwencję. Do tego rodzeństwo boki zrywa, Chłopczyk jest w centrum uwagi i wszyscy się nim zachwycają. Mama z zachwytu aż się za głowę łapie.

 

***

Kiedy Panna T. miała mniej więcej dwa lata, wpadł nam w ręce jakiś amerykański przewodnik po kolejnych etapach rozwoju dziecka. Pełen nieco zaskakujących tez, jeszcze bardziej zaskakujących diagnoz, oraz zupełnie absurdalnych porad. Pouczająca lektura w każdym razie. Najbardziej z niego zapamiętałam, że bunt dwulatka jest trudny dla rodziców. Wtedy można spodziewać się fajerwerków, dziecka wynoszącego się wraz z kołderką wprost do szafy, wrzasków przy każdym „ja chcę” i tym podobnych rozrywek. Ale to jeszcze nic w porównaniu z… buntem dwuipółlatka.

 

No cóż, czekam. Zostały tylko dwa tygodnie.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Donag 21:51, 27 października 2013

    Czyta się jednym tchem :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:08, 28 października 2013

    A jak się słucha! :)

    Odpowiedz
  • Anna 11:16, 28 października 2013

    Rewelacyjny tekst!

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:08, 28 października 2013

    Dziękuję :)

    Odpowiedz
  • Rut 17:46, 30 października 2013

    Ale to jeszcze nic w porównaniu z buntem trzylatka:) Za kilka dni zdmuchniemy trzy świeczki z tortu, a bunt dwulatka wciąż nieźle się miewa:) Mój mąż ma teorię, że widocznie przy czwartym dziecku bunt dwulatka płynnie przechodzi w bunt nastolatka:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:42, 31 października 2013

    Odpowiadam szybko, póki komentarz jest ;)
    Przy tym zgadzam się z Twoim mężem - u czwartego dziecka wszystko jest jakieś takie bardziej wyraziste. Bunt zwłaszcza Może ono w ten sposób walczy o swoją pozycję w naszym domowym światku?

    Odpowiedz
  • Sosenka 11:24, 3 listopada 2013

    Aha, czyli skszypse? Już się zastanawiałam, kiedy założycie rodzinną orkiestrę, jakie w niej będą instrumenty. Czekam :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:28, 3 listopada 2013

    Na razie mamy skszypse i saksofon. Nie wiem, czy to jakoś razem brzmi...

    Odpowiedz
  • Basia 21:41, 4 listopada 2013

    Uśmiałam się do łez :) Kochany Chłopczyk J. (i każe z rodzeństwa z osobna też :)). A ja na razie zatrzymuję te chwile, kiedy każdy dzień przynosi coś nowego :) Dziś H. nauczyła się piszczeć :D I bardzo ją to bawi ;) Do tego stopnia, że na razie cały alfabet odłożyła na jakiś czas.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:12, 6 listopada 2013

    Ech, każde nowe odkrycie jest fascynujące. Dzieci uczą nas doceniać je.

    Odpowiedz
Kreator www - przetestuj za darmo