Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Niebieska zastawa na łące

2014-07-22 15:09:18, komentarzy: 7

Mamy w domu szeroki wiklinowy kosz. Kupiliśmy go zaraz po ślubie na jakimś targu. Początkowo służył do przechowywania warzyw w kuchni pod stołem, ale z czasem zmieniliśmy kuchnię i stół, a kosz wylądował w wiatrołapie, gdzie służy do przechowywania dziecięcych piłek, kasków rowerowych i hamaku podwórkowego. Raz do roku jednak wyciągam go z ukrycia, by napełnić naczyniami.


Pakuję do środka kubki i talerze, plastikowy dzbanek na herbatę i metalowe sztućce. Wszystko błyszczące, czyste i takie… puste. Po miesiącach zajmowania stałego miejsca na półkach, naczynia przestają szumieć i przestają smakować. Dokucza im monotonia. Zabieramy je więc na wakacje. Niech zakosztują słońca i wiatru, niech zmoczy je czasem słynny w tamtych okolicach, uporczywy deszcz.

 

Stoją potem na drewnianych stołach rozstawionych pod ogromną wiatą na łące pełnej namiotów. Przysłuchują się długim rozmowom przy posiłkach, albo siedzą cicho stłoczone w koszyku, udając, że wcale ich nie ma. Obijają się z trzaskiem przy myciu we wspólnym zlewie, jakby chciały zwrócić na siebie uwagę innych kubków, jakby i one prowadziły własne życie.

 

Po takim tygodniu, nagrzane słońcem i wychłostane wiatrem, przywozimy je do domu. Gdy wyciągam naczynia z koszyka, szumią jak kolorowe muszle pełne tajemnic.

Kubki szemrzą i obijają się o siebie. Zaczepiają się i chichoczą, jak dzieci, które z nich piły. Wyskakują z nich absurdalne żarty wymyślane przez Pannę Ł. (Kim z zawodu jest masztalerz? Kelnerem.) Puchną z dumy, jakby to one wspinały się wysoko na okoliczne dęby. Brzęczą odgłosem dzwonka, który ciągnięty za sznurek dziesiątkami małych rączek wzywał wszystkich do wyjścia z ciasnej skorupki własnego namiotu. Niektóre wciąż odbijają w sobie odgłosy piłek, rowerków i hulajnogi. Tego głośnego, nieposkromionego dziecięcego żywiołu, jaki towarzyszył nam przez ostatnie dni.

 

Dzbanek do herbaty dźwiga w sobie te długie dyskusje, gdy już nie chce się mówić o tym, co mało ważne. Gdy pytania padają wprost i domagają się odpowiedzi: Kiedy poznałeś Boga? Co zrobił w twoim życiu? Czy pamiętasz moment, kiedy poczułaś, że ten mężczyzna ma ci towarzyszyć przez całe życie? Jak to było? Jak rozmawiasz z dziećmi? Czy myślisz o kolejnym? Czy czujesz tę samą bliskość duszy, co i ja? Tak – czuję. W dzbanku mieści się też przecież te wszystkie odpowiedzi, udzielane szczerze i otwarcie. I te obrazy, nieme, ale jakże wymowne: dziecko na ręku ojca, wiecheć polnych kwiatów podarowany żonie w rocznicę ślubu, jasne ognisko pod czarnym niebem.

 

Jest miska pełna zagadek. Zamyślona nad tajemnicą działania Opatrzności w życiu ludzi, którzy dopiero po długim czasie to działanie dostrzegają. Porcelanowa biała miska kryje w sobie lęk przed podjęciem trudnego wyzwania. Mieści się też w niej cicha wierna modlitwa, trwająca długie miesiące i zmieniająca lęki w odwagę. Gdzieś tam na jej dnie wciąż widzę obraz silnego mężczyzny, który nagle nie ma siły utrzymać dziecka na rękach i blednie jakby Palec Boży zawrócił go wprost do Niniwy. Podnosi się jednak i idzie ku swemu powołaniu, a cicha modlitwa pomaga mu prostować plecy i unosić twarz ku słońcu.

 

Część naczyń ma własne historie, którymi dzieli się, ale nie ze mną. Mała turkusowa miseczka opowiada chyba o tęsknocie. Nie mojej, więc nie dopytuję. Widzę na jej dnie zamyślonego chłopca i dziewczynkę, która chętnie go słucha. Nie wiem, o czym mówią i raczej się nie dowiem. Muszę przyjąć, że każdy ma własne pamiątki i własne marzenia. Tę miseczkę odkładam na bok, niech znajdzie ją właściwa osoba.

 

Brakuje mi kubka opowiadającego o wieczornym koncercie. O śpiewaku z gitarą, któremu Chłopczyk S. zaproponował zimną herbatę i który przyjął ją z wdzięcznością. W pobliskich oknach płonęły już światła, a namioty tonęły w ciemnościach. Kubek miał rozbrzmiewać muzyką i śpiewem oraz wdzięcznymi młodymi głosami dołączającymi się do nich z ochotą. Zniknął jednak po tym koncercie i nikt więcej go nie widział. Może poszedł dzielić się muzyką z innymi?

 

Wyjątkowe straty ponieśliśmy w tym roku. Jeden kubek zaginął, a dwa się potłukły. Może usłyszały jakieś złe słowa, może uchwyciły zagniewane spojrzenia? Pewnie to i lepiej, że nie wróciły do domu, bo patrząc na nie, wciąż czułabym smutek i zagubienie. Niech już zostaną na zawsze, zapomniane i należące do przeszłości. Następnym razem na pewno ich nie znajdziemy.

 

Wyjmuję jednak granatowe talerze, a każdy przypomina mi jakąś rozmowę, jakieś niewinne pytanie, rozwijające się i domagające odpowiedzi długiej na całe wieczory. Dotykam każdego z osobna, sycę jeszcze raz tymi spotkaniami. Za chwilę zamknę je w szafce z naczyniami. Znów przez jakiś czas będą mi jeszcze szumiały, przypominały, opowiadały. Muszą mi wystarczyć na długie zimowe miesiące, gdy wszelkie bratnie dusze będą tak odległe, jakbym nigdy nie miała ich spotkać. Znów nabiorą blasku, ale stracą treści. Z wolna wyparują z nich wszystkie słowa i obrazy, staną się zwykłymi porcelanowymi naczyniami bez wyrazu.

 

Wtedy zapakuję je na powrót do wiklinowego koszyka i wywiozę na łąkę pełną namiotów. To takie oczywiste, skoro zawsze po zimie nadchodzi lato.

 

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Ola 15:40, 22 lipca 2014

    Piękne... Jak to dobrze znaleźć siebie i swoje miejsce.. Ja nie mam swojego miejsca, chociaż pozornie mam.. jestem pełna tęsknoty i żalu, nie wiem dlaczego, nie wiem po czym... Zresztą, może i wiem, ale sama sobie tłumaczę, że nie ma sensu roztrząsać tego, co nigdy nie wróci, czego nigdy nie było i nie będzie.
    Nie chcę narzekać, boję się, że poniosę karę za narzekanie.. powinnam dziękować za to co mam.. Dziękuję, ale jakże bez przekonania..
    Pozdrawiam. Ola Kwiek

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:50, 23 lipca 2014

    Dziękowanie, nawet bez przekonania, wchodzi w nawyk i pomaga żyć. Jestem tego pewna :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  • Asia 14:31, 23 lipca 2014

    Odnalazłam takie miejsce:)na rekolekcjach rodzinnych, prowadziła je Wspólnota Sióstr Uczennic Krzyża. W Zaborówcu jest naokoło wiele stawów hodowlanych, na spacerze był upał, znalazłam dwa kamyki czarne które błyszczały w słońcu. Na dowód że trzeba kontemplować przyrodę a nie robić zdjęcia, popsuł się własnie wtedy mężowi aparat:)Widzieliśmy dwa motylki które łączyły się ze sobą, jeden żółty drugi błękitny:), łany zboża.... Teraz czas na wyżyny, tęsknie za górami.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 15:41, 24 lipca 2014

    Aparaty wiedzą, kiedy się psuć ;)

    Odpowiedz
  • kandulka 23:38, 23 lipca 2014

    Kochana Pani Łyżeczko!

    Czytam ten tekst drugi wieczór z rzędu, a im dłużej czytam, tym bardziej żal mi tego utraconego czasu w minionym tygodniu, którego nie poświęciłam na rozmowy i spotkania z ludźmi o bratnich duszach. Tyle ich było na łące i pod wiatą... Tak bardzo przywykłam do samotności "na co dzień", braku koleżeńskich spotkań, królowania dzieci aż po zmierzch w naszym domu, że nie wyszłam z tej roli nawet tam, gdzie przyroda, ludzie i Bóg dawali mi siebie... Może nadrobię to za rok? Na tej samej łące, w tym samym słońcu czy może znów deszczu...?

    Dziękuję Ci za Twoje pisanie. Myślę, że dzięki niemu z biegiem czasu i ja zaczynam dostrzegać Codzienność posrebrzaną wokół siebie. Powoli nabieram koniecznego i zbawiennego dystansu do siebie samej i mojej życiowej roli żony i matki. Pomogłaś mi zacząć się nią cieszyć, choć czasem jest ona trudna, tak jak w miniony piątek, gdy trzeba było jechać do szpitala.

    Pisz Aguś, proszę, bo ja w Twoim pisaniu odnajduję cząstkę mojego świata. Czytając o Twoich zmaganiach i radościach czuję, że gdzieś ktoś żyje i czuje podobnie i dostrzega w tym "zwykłym" sens i głębię. Ucz mnie dalej wrażliwości na to, co w życiu ważne, dla czego warto żyć i się poświęcać.

    Dziś znów wzięłam do ręki książkę "Gdy dom jest światem". Poproszę o jeszcze...

    Kobieta od pięciu mężczyzn (czterech małych i jednego Dużego:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 15:44, 24 lipca 2014

    M!
    Sześciu, Kochana, sześciu.
    Ja uczę się razem z Tobą, z innymi czytającymi. Każde pisanie to nauka - często mogę ją przyjmować dopiero dzięki komentarzom, które to i owo mi tłumaczą.
    A za rok chętnie znów porozmawiam :)

    Odpowiedz
  • kandulka 16:13, 24 lipca 2014

    Masz rację - sześciu. Gdyby dzieci stały mi za plecami, natychmiast by sprostowały :)
    Póki co będę czekać na kolejne odsłony na Twoim blogu :) i na kolejne wakacje ;)

    Pozdrawiam serdecznie całą Waszą Rodzinkę :)

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego