Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Nad pustą kartką

2014-01-08 23:02:18, komentarzy: 16

Słyszę czasem zarzut, że na blogu czy w książce Pan Łyżeczka jest niemal zupełnie nieobecny. Nie słychać go ani nie widać. Myślę więc, że to zupełnie jak ze świętym Józefem: w Ewangelii też go nie słychać. Ani razu się nie odzywa, a jednak – gdyby nie on – nie byłoby w ogóle żadnej Ewangelii, bo zły Herod dopadłby Dzieciątko przed ukończeniem przez nie drugiego roku życia.

A że nie widać? Na obrazach Bruegela głównych postaci też trzeba się doszukiwać i dostrzec je mogą tylko wytrwali obserwatorzy. Takiego Ikara na przykład prawie nie widać, właśnie dlatego, że on jest tam najważniejszy. Przecież to takie oczywiste.


* * *

 

Pan Łyżeczka posadził mnie nad pustą kartką.
- Posiedź tak pół godziny, i dopiero wtedy pójdziesz spać – poprosił.
Poprosił, bo chciałby wreszcie coś przeczytać. Pan Łyżeczka zazwyczaj zbywa tekst krótkim: „ładny”, ale na każdy czeka. I każdy czyta. A kiedy żaden długo się nie pojawia, zagaduje ostrożnie:
- Napiszesz może coś ładnego?

 

Pan Łyżeczka nie jest miłośnikiem wielkiej literatury. Prawdopodobnie ma niezdiagnozowaną dysleksję, przez którą czytanie tekstów sprawia mu autentyczną trudność. Szczególnie, gdy nie jest to opis techniczny urządzenia. Z pisaniem u niego jeszcze gorzej. Nawet listy do narzeczonej pisał na brudno, sprawdzał ze słownikiem ortograficznym, a potem dopiero przepisywał na czysto. Potrafił w ten sposób nawet trzy strony A4 zapisać. A ona tymczasem lekkim piórem smarowała długie, wielostronicowe epistoły…

 

- Nic się u was nie zmieniło – skwitowała ostatnio Dorota. Chwilę wcześniej zauważyła, że ten Pan Łyżeczka musi mnie bardzo kochać, co mogłam tylko potwierdzić. I jeszcze zwyczajowo dodałam, że ja go jakby mniej, gorzej, słabiej… Dorota wie, jak było i jak jest.

 

Zaskakują mnie zawsze takie stwierdzenia. Opowiadałam jej przecież o objawach hipoglikemii, o tym, że muszę regularnie zjeść, aby funkcjonować. Zatrzymałam się nad mroczkami w oczach i trudnościami z jakimkolwiek myśleniem, gdy spada mi poziom cukru. Taki zwykły temat do rozmowy z pielęgniarką. Doszłam do tego, że Pan Łyżeczka zawsze pilnuje, żebym najpierw zjadła, a potem dopiero zabierała się za gotowanie, na co ja mu tłumaczę, że właśnie gotuję i zaraz przecież będziemy jedli. A to „zaraz” przeciąga się i odwleka… W tym czasie Pan Łyżeczka przypomina i przypomina, żebym choć kawałek chleba przegryzła…
- Tan Pan Łyżeczka musi cię bardo kochać – słyszę więc nagle.

 

Oczywiście, że nagle. Tak samo stwierdziła kiedyś siostra Jana. Opowiadałam jej o mężu, jaki jest, co lubi i co robi. A ona patrzyła, słuchała i rzuciła wreszcie niespodziewanie:
- Twój mąż cię bardzo kocha, prawda?
Sądziłam, że raczej spyta, czy to ja go kocham. Tymczasem pytanie tak mnie zaskoczyło, że musiałam przyznać szczerze, iż słusznie wywnioskowała Tak właśnie jest. Nie zdążyłam obmyślić żadnego wykrętu.

 

I tak siedząc nad pustą kartką, doszłam do przekonania, iż dowodzi ona tego samego. Tylko Pan Łyżeczka wie, że gdy nie piszę, jestem smutna i rozdrażniona. Tylko on zna te tysiąc argumentów przeciw otwieraniu nowego pliku: od „i tak nie mam siły/weny/zapału” przez „nikomu ta pisanina nie potrzebna” po „bo ja chciałabym kiedyś napisać naprawdę coś pięknego i dobrego, a nie takie byle co”. I pewnie jeszcze zostać doceniona i pochwalona, a może nawet wydana w postaci drugiego tomu „Gdy dom jest światem”. I żeby ktoś uwierzył, że to się sprzeda.

 

Zastanawiam się nad tym, jaka to ja mogłabym być wspaniała, a jednak nie jestem, a tymczasem kartka krzyczy:
- Ależ ten Pan Łyżeczka cię kocha!
I muszę z pokorą przyznać rację tej pustej kartce. Bo inaczej, po co by mnie tu sadzał?

 

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Gość 23:18, 8 stycznia 2014

    Łyżeczko, potrzebna ta pisanina - mnie bardzo.

    Mam ostatnio podobne refleksje nt. mojego męża. I też go niemal nie ma w tym, co piszę :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 19:07, 9 stycznia 2014

    Jest, jest. Na pewno stoi za plecami, przynosi herbatę, gra w szachy z Chłopczykami. Tylko trzeba dobrze popatrzeć :)

    Odpowiedz
  • Shork 23:36, 8 stycznia 2014

    jesteś okropna!
    proszę natychmiast zacząć pisać!
    co ty sobie w ogóle wyobrażasz?
    że rzeczywistość się sama posrebrzy?
    tak sama z siebie?
    bez żaren, bez tchnienia, bez tańca?

    Shork

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 19:07, 9 stycznia 2014

    Kajam się :)

    Odpowiedz
  • blazio 1:34, 9 stycznia 2014

    Siadłem nad pustym prostokątem pod napisem "Dodaj nowy komentarz" i nieco się "przyblokowałem".

    Chciałem tekst podsumować określając go jako kolejny piękny tekst, ale jak się okazuje rola polegająca na "zbywaniu" tekstów za pomocą przymiotników jest już zajęta. :)

    Powtórzę więc tylko po "Gościu": Potrzebna ta pisanina.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 19:08, 9 stycznia 2014

    Dziękuję za tę odrobinę wysiłku. Pustym przymiotnikom dziękujemy :)

    Odpowiedz
  • Bożena 9:45, 9 stycznia 2014

    Ja Cię rozumiem, te Twoje rozterki, czy to w ogóle potrzebne itd....Więc teraz poproszę Cię Łyżeczko, tak jak czasem proszę swoje dzieci: zaufaj mi. Twoje pisanie jest potrzebne.
    Dowodem? Chociażby to, że każdy wpis czytam:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 19:09, 9 stycznia 2014

    Bożenko, przecież Ty na pewno nie masz na nic czasu, a co dopiero na czytanie! Mamę pianisty pozdrawia mama skrzypaczki i saksofonistki...

    Odpowiedz
  • tereniu 12:13, 9 stycznia 2014

    ja też zawsze czytam, bo lubię! takie nastroje całkiem normalne przecież, ale jaka to wartość, że takimi też się dzielisz. podziękowania dla Pana Łyżeczki.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 19:11, 9 stycznia 2014

    Czasem człowiek ma wrażenie, że normalność jest w odwrocie, nie w cenie i w ogóle należy do innego świata. Tęsknię za tym innym światem.
    Podziękowania przekażę :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 12:36, 9 stycznia 2014

    Aaaa! Tekst nie jest o mnie i moich głupich rozterkach. Nie, nie, nie!


    No dobra, ale i tak lubię czytać, że lubicie czytać. Kobieca próżność, nic więcej.

    Odpowiedz
  • Basia 19:56, 9 stycznia 2014

    Cóż to za smuteczki noworoczne? Dobrze, że Pan Łyżeczka czuwa i rozprasza wszelkie czarne chmury :) Kochający mężowie tak już mają :)

    Odpowiedz
  • Bożena 10:59, 10 stycznia 2014

    Łyżeczko, muszę mieć czas na coś więcej, sama wiesz:)))

    A tekst jest o pięknej miłości, której skomentowanie byłoby trochę nie na miejscu, moim zdaniem. Jak wejście do czyjegoś domu w brudnych buciorach. Radość daje wiedza o tym pięknie i przypomina się porzekadło o złocie i milczeniu...

    Odpowiedz
  • Rut 12:09, 10 stycznia 2014

    Łyżeczko, a ja się tak ostatnio zastanawiałam z wyrzutem sumienia dlaczego u mnie tak mało o moim mężu. Odpowiedziałaś i za siebie i za mnie. Kiedy się opisuje dom, rzadko wspomina się o fundamentach, ale nie byłoby żadnego domu, ścian, ani okien, ani kwiatów na parapecie bez niego:)Rut

    Odpowiedz
  • odys 11:45, 18 stycznia 2014

    Zdarzyła mi się kiedyś złośliwa uwaga, gdy znajome panie zachwycały się Józefem - wzorcem męża: "tak, najlepiej by nigdy nic nie mówił, a wreszcie zniknął niepostrzeżenie i bez śladu". Ale to była złośliwość i to niemądra.

    Wziął odpowiedzialność za żonę, gdy już wiedział, że to jego powołanie: misja w Bożym planie, a nie realizacja własnych.

    Wychował dziecko o wiele większego Ojca. Nie zadbał o swoje imię, ani o swoje słowo (żadne się nie zachowało). Realizował wolę Boga, nie swoją, w swoim i swojej rodziny życiu; tak wobec rzeczywistości duchowej, jak i ziemskiej. Przyczynił się bardzo do przyjścia Królestwa. Jeśli zwątpił (w swoje małżeństwo), zostało mu to wybaczone, bo sam wybaczył i pozwolił się uratować aniołowi przed pokusą. Oto człowiek, który mógł szczerze i prawdziwie odmówić modlitwę "Ojcze nasz", bo wypełniła się w jego życiu.

    Daleko mi do niego.

    PS. Kiedy ja coś opowiadam znajomym, koleżanki zazwyczaj wtrącają: "żona musi cię bardzo kochać".

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:38, 26 stycznia 2014

    Ad. PS. Tak się zastanawiam, że tę reakcję można rozumieć dwojako - albo jako pochwałę żony albo jako przyganę względem opowiadającego ;)

    Odpowiedz
Kreator www - przetestuj za darmo