Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Mieszkańcy na gapę

2012-11-05 22:36:04, komentarzy: 19

 

Chłopczyk J. położył się na podłodze, zaglądając z ciekawością pod kredens. Nawet nie zaczęłam się zastanawiać, czego tam szuka, bo wyraźnie zaczął zagadywać. Mówił i mówił, po swojemu tworząc długie ciągi zdaniowe, najwyraźniej z przejęciem i pewnością własnych racji. Dopiero w tym momencie zrozumiałam, że ten jego dziwny język, którego nikt z nas nie rozumie, to jest język tych istot mieszkających w kuchni pod kredensem. To o nich pewnie nasz najmłodszy tak chętnie i tak często próbuje nam opowiedzieć. A my – jako istoty dorosłe, a więc mocno już od ziemi odrośnięte – za nic nie potrafimy tej jego opowieści zrozumieć.

 

Bo my mamy ważne sprawy. Bo nam się wydaje, że każdy problem da się zmierzyć i policzyć. W każdym razie tymi mierzalnymi i policzalnymi martwimy się tak, jakby to były jedyne sprawy godne naszej uwagi. Nawet już i nasze Panny wyraźnie zaczynają wchodzić w tak poukładany przez dorosłych świat. Chodzą do szkoły, więc posługują się liczbami do określenia porażki lub sukcesu, do oceny zachowania swojego i innych, wreszcie do wyznaczania czasu pracy i czasu beztroski (tego drugiego zawsze wychodzi za mało). Niby z jednej strony wciąż najchętniej bawią się w odgrywanie postaci znanych z książek, wciąż świat ich wyobraźni jest tym najciekawszym, ale z drugiej – przyziemność je dogania zbyt wcześnie, nie pozwala im już pozostawać tam, gdzie najbardziej lubią.

- Ja nie chcę być duża – wzdycha często Panna T., z niekłamanym smutkiem. – Chciałabym zawsze chodzić do przedszkola…

 

Co sądzi Chłopczyk S. na temat istot mieszkających pod kredensem, tego nie wiem. W czasie, gdy jego mały braciszek leżał na brzuszku, zagadując z zapałem, Chłopczyk S. zajmował się wyliczaniem możliwych skutków zignorowania sygnałów manewrowych dla lokomotyw. Oraz rodzajami katastrof kolejowych. Rodzaje sygnałów też przy okazji wymienił. Takie są skutki zostawiania dziecka z tatą i z komputerem w jednym pokoju.

 

Tymczasem Chłopczyk J. wstał wreszcie z podłogi, otrzepał rączki (jedna z ulubionych czynności) i przyszedł mi opowiedzieć, czego trzeba mieszkańcom podkredensowego domu. Tak przynajmniej wnioskuję z jego zawiłej wypowiedzi. Na dodatek w małych niebieskich oczach odbijała się niezachwiana ufność, że mama zaradzi, że zaraz pomoże…

 

O tym, że w kuchni ktoś mieszka, pomyślałam już wcześniej. Zauważyłam bowiem, że ludzie w naszym domu zachowują się, jakby ktoś ich tam ciągle wołał. Nie dość, że ulubionym miejscem odrabiania wszelkich prac domowych dzieci jest stół kuchenny. Jakoś w pokoju, przy biurku, trudno się skupić i każde zadanie zajmuje dużo więcej czasu. A tu – proszę, raz dwa i zrobione. Może to czujne oko rodziców tak mobilizuje? A może ktoś huśta się wesoło na lampie i zwyczajnie podpowiada dobre rozwiązania? Nie dość, że wieczorami, gdy już dzieci śpią, i tak najchętniej siadamy właśnie tam. Może tam jest najcieplej, może nie starcza cierpliwość, by kubek z herbatą nosić po całym domu, tylko siada się z nim od razu, gdzie najbliżej? A może podskórnie wyczuwamy dobre towarzystwo?

 

Na dodatek wszyscy goście, gdy już nieco się oswoją, uciekają z salonu i ukradkiem zaszywają się w kuchni. Biorą talerz z niedokończonym obiadem i niby pod pretekstem rozmowy z gospodynią, nagle siedzą na niebieskiej kanapie. Na kawę już nawet nie próbuję ich wygonić z powrotem. A nowa koleżanka, gdy już staje się bardziej swojska, w ogóle przestaje wchodzić do pokoju, od razu kierując się tam, gdzie najbardziej lubi. I może rzeczywiście nie chce tracić czasu na czekanie, aż przygotuję kawę. A może lubi po prostu słuchać szeptów spod kredensu?

 

I pewnie nawet uwierzyłabym, że te wszystkie osoby gromadzą się w kuchni tylko dlatego, że tam się najwięcej dzieje. Że tam najłatwiej mnie złapać i porozmawiać. Albo dlatego, że tam najcieplej. Tyle tylko, że każdy, kto wstaje z niebieskiej kanapy, albo podnosi się od stołu, ma tę samą tajemniczą radość w oczach, z jaką Chłopczyk J. przyszedł spod kredensu. Tak, jakby odkrył właśnie coś ważnego i tym się ucieszył. Na przykład, że w życiu nie wystarczy tylko mierzyć i liczyć, ale można też wyczuwać, widzieć, rozważać. Spotykać się, rozmawiać, pić herbatę – i to jest równie ważne. Więc najwyraźniej siedzą w naszej kuchni jakieś istoty, które ludziom szepczą wesołe myśli do ucha i które dzielą się z nimi receptami na dobre życie. Bardzo jestem tym maleństwom za to wdzięczna, bo dzięki nim nie jestem samotną królewną zamkniętą we własnej kuchni.

 

Chłopczyk J. też to zauważył i dlatego położył się na podłodze przed kredensem. Żeby głośno podziękować, zapewne.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • kawusiowa5 11:36, 6 listopada 2012

    Pani Łyżeczko, przecież kuchnia jest najlepszym miejscem do spotkania i pogadania. Zawsze i wszędzie :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:06, 7 listopada 2012

    A widzisz, w Twojej też pewnie mieszkają :)

    Odpowiedz
  • basja 20:31, 6 listopada 2012

    zaczarowana kuchnia :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:06, 7 listopada 2012

    Basju, już był taki, co widział wszystko zaczarowane, nawet dorożki i konie...

    Odpowiedz
  • Ania 22:14, 6 listopada 2012

    Czarująco opowiadasz! Nasza kuchnia też coś ma w sobie, teraz też to widzę :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:08, 7 listopada 2012

    Aniu, założę się, że u Was jeszcze dodatkowo światło czaruje przestrzeń. Takie lampki w jesienny wieczór potrafią wiele zdziałać...

    Odpowiedz
  • kropka 22:48, 7 listopada 2012

    kanapa w kuchni, odwołuje moje myśli do czasów kiedy byłam dzieckiem i tez siedziałam na kanapie w kuchni obok ślicznego akwarium i stoliczka mini z półką na moje zabawki, to były czasy:) a w piecu huczało:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:06, 29 listopada 2012

    Kropko, to huczenie w piecu to podstawa :)
    Witaj w Łyżeczkowie.

    Odpowiedz
  • magna1 19:00, 17 listopada 2012

    Pani Łyżeczko a może te tajemnicze istoty mieszkające pod kredensem to dobrze znane Pannom Okrąglaki, które zmieniły swoją paskudną naturę i teraz są dobrymi Duszkami odkrytymi przez Chłopczyka J. W końcu kuchnia to miejsce niezwykłe, w którym wszystko zdarzyć się może... :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:06, 29 listopada 2012

    Hmmm, musiałabym przepytać Pannę T. Obawiam się, że z Okrąglakami nie tak łatwo...

    Odpowiedz
  • Rut 18:42, 18 listopada 2012

    od razu przypomniałam sobie jak jako dziecko widziałam krasnoludki. Naprawdę, zupełnie nie- na -niby:) rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:07, 29 listopada 2012

    Oczywiście. Dzieci wszystko widzą naprawdę :)

    Odpowiedz
  • Sosenka 20:19, 22 listopada 2012

    Przypomniała mi się książka "Za półką z książkami". Mordziaki tam siedziały...

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:07, 29 listopada 2012

    Przypuszczam, że w różnych domach różne stwory przesiadują.

    Odpowiedz
  • Julian Arden 0:51, 1 lutego 2013

    Radamsa, radamsa! (tak mówił ten spod kredensu). Dbrze pamietam. Miał też niezwykle krzaczaste brwi, jak Czesław Miłosz albo bardziej.
    Julian

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:34, 1 lutego 2013

    Taa, i nie zasnął na zimę...

    Odpowiedz
  • Julian Arden 14:10, 1 lutego 2013

    I teraz, kiedy moja mała kotka ciężko patrzy żółtym okiem spod ofutrzonych brewek, bo nie dowieźli szynki w plasterkach, staram się być domyślny i mówię za nią: radamsa! RADAMSA!
    Pozdrawiam ze szczerą sympatią.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:52, 1 lutego 2013

    Ale kotka nie mieszka na gapę, prawda?

    Odpowiedz
  • Julian Arden 18:04, 2 lutego 2013

    Oba dzikie leśne potwory - czarno-szylkretowy i biało-łaciaty - cieszą się pełnią praw pasażerów zabiletowanych. Uprawnia je to między innymi do spania na środku łóżka na wcisk (rodzinna pozycja centralna) i do tarzania sie z ukochanymi państwem w ogrodzie.

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego