Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Mały Książę prosi o rysunek

2013-06-04 22:33:47, komentarzy: 10

 

Jak to było? Mały Książę poprosił dorosłego, aby ten narysował mu baranka. Tak, tak – baranka. Pilot samolotu starał się jak mógł, pocił w upalnym pustynnym słońcu, ale Małego Księcia i tak nie zadowolił. Dopiero rysunek skrzynki z otworkami, przez które mały właściciel mógł obserwować swoje zwierzątko – dopiero to spełniło jego marzenie. Ech, ta dziecięca logika, za którą nigdy nie potrafimy nadążyć…

 

* * *

- Narysuj mi pociąg – zażądał ostatnio nasz dwulatek zupełnie książęcym tonem, przez co zrobiło mi się równie gorąco, jak tamtemu pilotowi. Ale postanowiłam spróbować.

 

Rysunek był schematyczny do bólu, w zasadzie składał się z kilku prostokątów z doczepionymi kołami oraz dymu unoszącego się z najmniejszego prostokąta.
- Widzisz? To jest lokomotywa – tłumaczyłam Chłopczykowi.
- Lo-ko-tyyy-wa – powtórzył z namaszczeniem.
- A to są wagoniki – rysowałam dalej.
- Dwa koniki – powtarzał dalej.
- Nie „dwa koniki”, Chłopczyku. Wagoniki.
- Dwa koniki! Dwa koniki – cieszył się wyraźnie i nie bardzo książęco.
- Nie, Chłopczyku. Powtórz: „lokomotywa”.
- LO-KO-TYYY-WA.
- Ślicznie, a teraz powtórz: „wagoniki”.
- DWA KONIKI! Tu jadą dwa koniki – stwierdził bardzo pewny każdego słowa, wpatrując się w mój rysunek. – Pan wiezie dwa koniki.
- Tak, synku, tak jak mówisz – poddałam się.

 

Ostatecznie chodzi o to, żeby dziecko było zadowolone z mojego dzieła, a nie żeby uparcie trwać przy pierwotnej jego prośbie. Zrezygnował z pojazdu szynowego na rzecz zwierząt pociągowych? Jego wola. Nie będziemy się przecież spierać bez potrzeby. Dość mamy na co dzień walki o to, żeby podporządkować delikwenta jakimś odgórnie ustalonym zasadom, a nie ulegać zbiorowo jego zachciankom. Proszę bardzo, możemy tutaj pójść na ustępstwo. Pan wiezie dwa koniki.

 

Tymczasem synek popatrzył jeszcze raz na prostokąciki na kółkach, jakie zdążyłam narysować i pokręcił główką z niezadowoleniem:
- Ale gdzie jest pociąg?!

 

Jak już wspominałam, nie nadążam za dziecięcą logiką. Czas chyba wrócić do lektury sprzed lat. Bo co ja zrobię, gdy przyjdzie mi narysować Chłopczykowi J. baobab, a on zobaczy w nim prawdziwą Różę?

 

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • blazio 23:41, 4 czerwca 2013

    Dziękuję za kolejny tekst!

    Zastanawiałem się przez chwilę, dlaczego słowo rysunek jest zapisane z użyciem "e pochylonego", ale potem strąciłem okruszek z ekranu i znak diakrytyczny zniknął.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 7:07, 5 czerwca 2013

    Zastanawiam się, że może Chłopczyk J. też miał jakieś okruszki na kartce (niewidoczne dorosłym okiem) :)

    Odpowiedz
  • BAsia 6:07, 5 czerwca 2013

    Łyżeczko - następnym razem zastosuj strategię "może narysujemy razem?" ;) Pozdrawiam was serdecznie

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 7:08, 5 czerwca 2013

    Strategia dobra, ale gdybym ją tym razem zastosowała, nie dowiedziałabym się tylu ciekawych rzeczy :)

    Odpowiedz
  • Rut 18:58, 7 czerwca 2013

    ja zamierzam ponownie zająć się lekturą "Lotty z ulicy awanturników" Astrid Lindgren, bo nasza dwu-i-pół-latka coraz bardziej ją z temperamentu przypomina:)tylko patrzeć jak potnie sweterek czy porozwiesza naleśniki na drzewach,a wszystko zgodnie ze swoja własną logiką:) rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:53, 7 czerwca 2013

    Tak, tak, jeszcze zadbaj o życzliwą sąsiadkę, która przyjmie ją u siebie na strychu, gdy panna zechce strzelić focha :)

    Odpowiedz
  • Rut 7:53, 8 czerwca 2013

    na razie w roli życzliwej sąsiadki obsadziliśmy babcię, która mieszka na parterze. To do niej wędruje po kilka razy dziennie obrażona na rodziców Lotta:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 14:03, 11 czerwca 2013

    Czyli wolność dawkowana.

    Odpowiedz
  • eNNka 12:25, 10 czerwca 2013

    Piękna historia :)))

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 14:03, 11 czerwca 2013

    Najważniejsze, że prawdziwa :)

    Odpowiedz
Kreator www - przetestuj za darmo