Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Kogo my tu mamy?

2012-11-29 10:04:33, komentarzy: 8

 

Wczesnym niedzielnym popołudniem prowadziłam dzieci wąską uliczką w stronę cmentarza. Pan Łyżeczka miał akurat dzienny dyżur, więc cała organizacja dnia spadła na mnie. Ale dzieci szły karnie, mniej więcej w jednym kierunku, tyle że mówiły jednocześnie i wszystkie zwracały się do mnie. Czyli jak zwykle.

 

Nie przestały nawet mówić, gdy mijaliśmy starszych państwa z małą dziewczynką, zmierzających w tym samym kierunku. Nie znałam ich, więc niespecjalnie zwracałam uwagę, gdy nagle usłyszałam wypowiadane z ich strony imię Chłopczyka S.
- To jest Chłopczyk S. – tłumaczyła dziewczynka. – Chodzi ze mną do grupy.
- Tak, Chłopczyku? – zażądałam wyjaśnień. Potwierdził. – Wobec tego przywitaj się z koleżanką.
- Cześć, Agatka – odpowiedział Chłopczyk i natychmiast zwrócił się w stronę jedynej osoby, jak zainteresowała go w tym towarzystwie, czyli pana-dziadka.
- Tata zabierze mnie na festiwal robotów do Krakowa!

 

Tym wyznaniem wzbudził zrozumiałe ożywienie i dalej szliśmy już razem rozprawiając na temat robotów, nocy naukowców i przedszkola. Poszukaliśmy wspólnych znajomych, dowiedzieliśmy się, że kuzynka Agatki mieszka niedaleko nas i chodzi z Panną T. do klasy. Starsi państwo opowiedzieli, gdzie mieszkają i jakie mają koligacje rodzinne w naszej dzielnicy. Krótko mówiąc: zeszło na ulubiony temat wszystkich starszych ludzi w okolicy, przez co nie miałam już nic specjalnego do powiedzenia. W miejscu, gdzie wszyscy są krewnymi wszystkich, trudno zaczynać opowiadanie o sobie. Ani tu długo nie mieszkamy, ani nie mamy rodziny, a poznaliśmy ledwie kilka osób. Tak bywa.

 

- Idziecie na cmentarz? – spytała domyślnie babcia Agatki.
- Tak – dzieci potwierdziły ochoczo, bo znów poczuły się na pewnym gruncie.
- Macie tutaj rodzinę?
- Nie – zaprzeczyłam z lekkim wahaniem. – My tu nikogo nie mamy – dodałam wyjaśniająco.

- Jak to? – zdziwiła się pani-babcia. A może nawet lekko oburzyła? – Macie tu przecież sąsiadów!

 

Musiałam jej przyznać rację. Nigdy nigdzie nie mieliśmy sąsiadów tak bardzo, jak tutaj. Takich, którzy sami przyniosą drabinę, gdy widzą, że nasza za krótka. Albo podarują rower, z którego wyrosły ich dzieci. I zawsze zagadają, opowiedzą, zażartują. Wiedzą, czego nasze dzieci nie jadły w przedszkolu, a także gdzie byliśmy, gdy nasze okna stały zamknięte. Raczej jest mi z tym dobrze.

 

- Rzeczywiście, mamy jeszcze sąsiadów – uśmiechnęłam się przepraszająco. I drugi raz jeszcze, w podziękowaniu.

 

Bo dzięki starszej pani zyskałam świadomość, z którą jakoś łatwiej jest mi żyć.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Rut 22:52, 29 listopada 2012

    Tez mieszkamy w takim małym miasteczku Łyżeczko, gdzie sąsiadów ma się bardzo. Jakbym nawet czegoś zapomniała o sobie, oni to na pewno będą wiedzieli, tym bardziej, że to moje rodzinne miasto:) Nikt tu nie jest anonimowy, a sąsiad domu lepiej przypilnuje niż najczujniejszy pies. To jest urok małych miejscowości. Rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:22, 30 listopada 2012

    My mamy trochę luksus bycia z zewnątrz - możemy sobie pozwolić na pewne "dziwactwa", możemy nie przejmować się niektórymi sprawami. A krewnych i przyjaciół mamy też poza tym środowiskiem, więc w razie czego nie będziemy czuli się odrzuceni przez cały świat.
    Zbieramy więc słodkie owoce mieszkania w małej społeczności, a gorzkie nas omijają. Nie jest mi z tym źle :)

    Odpowiedz
  • Bożena 10:05, 30 listopada 2012

    Kochana Łyżeczko, ależ się za Wami stęskniłam!
    Wracam powoli do normalności, więc i będzie mnie więcej (nie wiem, czy to źle czy dobrze).

    A sąsiedzi, mimo, że bywają irytujący, zawsze są potrzebni. U nas jest to ciekawe zjawisko, w tym wielkim mieście na naszym dziwnym osiedlu. Zainspirowałaś mnie do pozastanawiania się nad sprawą.
    Pozdrawiam Was bardzo gorąco.
    Mam nadzieję, że do niedługiego zobaczenia.

    Bożena

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:24, 30 listopada 2012

    No, Bożenko, wracaj, wracaj do tej normalności :)
    Wchodząc do szkoły muzycznej z Panną Ł., często myślę o Was.

    Odpowiedz
  • Laczika 10:31, 5 grudnia 2012

    Mogę podpisać się pod komentarzem Rut – też jesteśmy z takiego miasteczka, i w dodatku nowy dom budujemy nieopodal, gdzie każdy zna kogoś, kto cię zna… Jest to zabawne, kiedy rozpoznają nas ludzie, których nawet my nie znamy. Przykład: mój mąż słyszy w markecie budowlanym: ja pana znam, pan chodzi z bliźniakami do kościoła! Ej, temu panu trzeba dawać rabaty! :) ale pewnie jeszcze odczujemy i gorsze strony tej „małomiasteczkowości”. Kiedyś też myślałam, że to ja będę w rodzinie tą, co wyjedzie w nieznane. A póki co układa się inaczej, i też mi z tym dobrze. Pozdrawiam!

    Stała cicha czytelczniczka

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 8:10, 7 grudnia 2012

    Stała Cicha Lacziko (czy ja mogę kojarzyć ten nick, jeszcze z Salonu?), ja też kiedyś myślałam, że wyjadę w nieznane. I wtedy wydawało mi się to atrakcyjne. Po czasie mogę stwierdzić, że atrakcja ta jest raczej umiarkowana, ale można się przyzwyczaić :)

    Odpowiedz
  • Laczika 9:33, 7 grudnia 2012

    Tak, pisuję czasem na salonie :) a swoją drogą - na portal ten natrafiłam kiedyś przypadkiem, dzięki napotkanej gdzieś recenzji książki "Gdy dom jest światem" :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:38, 7 grudnia 2012

    Ejże, to może jakieś tantiemy mi się od portalu należą? :)

    Odpowiedz
Kreator www - przetestuj za darmo