Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Jak w bajce

2012-12-07 08:12:21, komentarzy: 16

 

- Wy chyba żyjecie w jakiejś bajce – słyszę czasem od zaskoczonego czytelnika.

 

Normalne życie tak nie wygląda – chciałoby się dopowiedzieć. Zaznaczam od razu, że nie wiem, co to jest normalne życie. Bo podobno nikt normalny dziś już nie miewa czwórki dzieci i nie przesiaduje z nimi przy stole wieczorami. Oraz nie prowadzi dyskusji przy śniadaniu. I nie upiera się, bezsensownie, że taki czas już nie wróci i trzeba go wykorzystać na bycie razem. W każdym razie ja znam wielu podobnie odstających od normy, więc trudno mi powiedzieć, jak wygląda dzisiejszy normalny świat.

 

A w bajce? Rzeczywiście, w bajkach często występują rodziny. No chyba, że mowa o królewnach-jedynaczkach, znienawidzonych przez macochy albo kłujących się wrzecionem. Ale że nasz dom na pałac nie wygląda, musimy więc zadowolić się tymi opowieściami, które mieszczą się w małych chałupkach.

 

A tam zazwyczaj rodzą się konflikty między rodzeństwem.
- Dlaczego w bajkach najstarszy jest zawsze najgłupszy? – burzy się czasem Panna T. na jawną niesprawiedliwość.
- Ja bym opiekowała się moim bratem, gdyby został zamieniony w jelonka – przerywa jej w zamyśleniu Panna Ł.
Ale w rzeczywistości kłócą się między sobą i udowadniają, która mądrzejsza, jak nie przymierzając siostry Kopciuszka. Albo wyrzucają z pokoju młodszego brata (w ludzkiej postaci, a jakże) pod pretekstem, że on i tak nic nie rozumie i wszystko psuje.

 

I pewnie nawet nikt nie wierzy, że nadejdzie taki dzień, gdy Chłopczyk J. przyniesie Wodę Życia chorej matce. Bo przecież on taki mały i niezaradny.

 

Tymczasem w bajkach – jak to w bajkach – zawsze ściera się dobro ze złem. Aż roi się tam od sytuacji trudnych i beznadziejnych, od złamanych serc, ciężkich czasów i pustych kieszeni. Od pracy ponad siły, od udręczenia i lęku. Tylko że wszystkie te trudy mają swój koniec, a potem nadchodzą lepsze dni.

 

Może dlatego, gdy smutek wpada, jak nieproszony gość, zatrzaskuję komputer i biorę go na przeczekanie. Siedzi na parapecie, macha nogami bezczelnie i śmieje drwiąco, myśląc ze jest silniejszy i że wszystko mu wolno. Pewnie nawet wierzy, że jest bazyliszkiem jakimś okrutnym, który ogniem zionie i wszystkim życie zatruwa swym spojrzeniem. Ale naiwność z niego aż bije. Jakby nie wiedział, że nie takie bazyliszki już tu mieliśmy i że one też w końcu uległy. Siedzą, siedzą, męczą nas i siebie, aż wreszcie przychodzi Pan Łyżeczka w roli rycerza (albo szewczyka), i wygania złego, smutnego smoka przy pomocy lustra na przykład. A kiedy ten zbiera swoje manatki i mrucząc gniewnie: „Jeszcze tu wrócę”, ucieka jak niepyszny, uśmiecham się szeroko, biorę głęboki oddech i siadam do klawiatury. Niech sobie nie myśli, że zasłużył, by o nim częściej pisać.

 

O tak, w pewnym sensie żyjemy jak w jakiejś bajce. I na pewno czeka nas szczęśliwe zakończenie. Kiedy? To już nie nasza rzecz, znać miejsce i czas.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • blazio 10:38, 7 grudnia 2012

    @Autorka

    Kolejny piękny tekst.

    Ja w zasadzie mam taki komentarz/reminescencję do pierwszego zdania.

    Niektórzy czytelnicy książek Musierowicz też zarzucają Autorce, że takich ludzi nie ma i opisuje ona daleką od rzeczywistości fikcję. Dziwię się, jak to słyszę, bo żyję w świecie podobnym do opisywanego przez MM.

    Kiedy o tym myślę, przypomina mi się Praga czeska, rok 2001. Jadę tramwajem w okolicach budowanej stacji metra Kobilisy. W tramwaju siedzi kilkunastoletni chłopak (znany mi z widzenia z polskich mszy u świętego Idziego) i czyta którąś z książek MM. W którymś momencie przestaje czytać, patrzy na siedzącą obok kobietę i mówi: nasza rodzina bardzo przypomina Borejków.

    blazio

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:40, 7 grudnia 2012

    Wiesz, zanim założyłam bloga, wydawało mi się, że jestem dziwakiem i nikt już na świecie nie żyje w ten sposób. A jednak od tego czasu wciąż mam wrażenie, że jest nas nas wielu i wielu i wielu. Może tylko żyjemy w drugim obiegu ;)

    Odpowiedz
  • Rut 14:40, 7 grudnia 2012

    kiedyś jeden z moich blogowych przyjaciół bardzo życzliwie napisał, że boi sie czasem o mnie i mój świat, taki kruchy i do tego zwykłego strasznego świata niepodobny. A ja znam wszystkie straszne bazyliszki i smoki, żadne zmartwienia i trudy wszak domu mego nie omijają tak jak i Twojego. A że o tym nie piszę prawie nigdy? Bo tak mam. Soczewki oczu nastawione, zmysły wyczulone na coś innego:) PS. Ty tez Łyżeczko dłużna nie byłaś - myśli moje całym naręczem zerwałaś:) Tak to już bywa z ludźmi z rodu Józefa:) rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:43, 7 grudnia 2012

    Ale super, będziemy sobie teraz do ogródków nawzajem zachodzić i podbierać co ładniejsze zioła. I częstować nimi gości...
    Dla mnie blog to trochę jak zabawa Polyanny w zadowolenie - uparcie opisuję pozytywy. Dzięki temu nauczyłam się je dostrzegać i cieszyć nimi. Zła i brzydoty dość jest w innych miejscach.

    Odpowiedz
  • Rut 9:29, 9 grudnia 2012

    Tak, z głowy mi to wyjęłaś. Dokładnie tego blog mnie mój nauczył - praktykowania filozofii POllyanny:) rut

    Odpowiedz
  • Sosenka 17:31, 7 grudnia 2012

    Dostałam życzenia urodzinowe z takim cytatem: "Baśnie są bar­dziej niż praw­dzi­we, nie dla­tego iż mówią nam, że is­tnieją smo­ki, ale że uświada­miają, iż smo­ki można pokonać." G.K. Chesterton

    Ciekawe, czy nie?

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:44, 7 grudnia 2012

    Muszę się zapoznać bliżej z Chestertonem, bo coraz częściej o nim słyszę. Bożena też kiedyś zachwalała.

    Odpowiedz
  • Sosenka 22:01, 7 grudnia 2012

    No bo mnie Chestertona cytuje i zachwala osoba, która była na tej samej konferencji co Bożena :)

    Odpowiedz
  • Trammer 15:18, 23 grudnia 2012

    Dobrych Świąt!
    Jerzy Trammer - blogerska tłuszcza

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 23:09, 1 stycznia 2013

    Długo już po terminie, ale dziękuję serdecznie - za życzenia i za pamięć!

    Odpowiedz
  • eNNka 17:05, 6 stycznia 2013

    Dzięki temu, co wyczytuję u Ciebie, Pani Łyżeczko, utwierdzam się w przekonaniu, by w swoim blogowym świecie (w którym jestem właściwie 'niemowlęciem') szerokim łukiem omijać życiowe smutki, których wszakże nigdy nie brak. Większą sztuką jest chyba uczyć się dostrzegać te, nawet małe, "cudki" codzienności. Wcale nie fikcyjne, ale rzeczywiste i dotykalne.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:40, 6 stycznia 2013

    eNNko - a taka nauka dostrzegania nie idzie w las. Bardzo przydaje się w codziennym życiu, o czym zaświadczam ja, blogerka z pięcioletnim stażem :)

    Odpowiedz
  • Krzysiek 0:36, 25 stycznia 2013

    A mi się Wasz dom podoba. Iście pałacowy :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 9:34, 25 stycznia 2013

    Chyba ze względu na ilość schodów ;)

    Odpowiedz
  • ola_g 13:21, 25 lutego 2013

    Pani Łyżeczko, nie wiem co napisać... Zawarła Pani w tym tekście to, co zagubiłam... uświadomiła mi Pani, że ta wrażliwość i radość życia jest gdzieś głęboko we mnie uśpiona, przesłonięta codziennymi zgryzotami... A kiedyś tak podziwiałam Polyannę... Muszę to zmienić! Dziękuję za inspirację!

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:23, 25 lutego 2013

    Ależ proszę :) Jeszcze dodam, że ja też, codziennie, szukam tej wrażliwości i radości i wciąż mam wiele do zrobienia. Więc możemy razem popracować.

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego