Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Głosy

2013-07-03 23:26:15, komentarzy: 2

 

Najpierw była cisza. Trochę kojąca, trochę zagadkowa. No bo ileż hałasu może robić dwójka dzieci, z których jedno często bywa w szkole, drugie sypia nawet w ciągu dnia? Dom z dwójką dzieci zapadał się w tym słodkim letargu i trwał tak sobie przez okrągłe dwa tygodnie. A ja po prostu odpoczywałam.

 

***

 

Pamiętam taką samą ciszę sprzed lat. Po długiej nocnej podróży położyłam się we własnym łóżku, a wielki blok kołysał mnie delikatnie, by ułatwić mi zasypianie. Choć może to nie on się kołysał, może to maja głowa, przyzwyczajona do ciągłego przechylania się na zakrętach, teraz też próbowała zachować ten ruch. Dość, że było cicho i tak zwyczajnie. Po całym miesiącu nadzwyczajności, teraz można było zanurzyć się wreszcie w codzienność.

 

W końcu z ciszy zaczęły wynurzać się głosy. Dobiegały z kuchni, rozprawiając o sprawach niewielkiej wagi. Były zwykłe, dobrze znane i bliskie. Mówiły po polsku. Leżałam, wsłuchując się w nie z najwyższą przyjemnością i choć dziś nie pamiętam, o czym mówiły, pamiętam dobrze, że przyniosły ze sobą poczucie bezpieczeństwa i szczęście, że znów jesteśmy razem.

 

***

 

Teraz też był ranek, najpierw zapakowany szczelnie w ciszę jak w szary papier, lecz wkrótce, począwszy od delikatnego naddarcia, przez bardzo gwałtowne hałasy – częstujący mnie zwykłym rodzinnym szumem. Tak, tak, najpierw były piski i uściski witające opaloną na czekoladkę Pannę T., a już w chwilę później zwykłe spory, których treści jednak nie przyswoiłam.

 

Najważniejsze, że dom napełnił się głosami. Dobrze znanymi, bliskimi i zwyczajnymi. Od razu odczułam tęsknotę i za Chłopczykiem S. oraz jego opowieściami o tramwajach, którymi ujeżdżał wraz z Babcią przez ostatnie dwa tygodnie. Tak chciałoby się, żeby znów wszyscy przekrzykiwali się przy stole, każdy starając się wyrwać choć odrobinę maminej uwagi.

 

I jeszcze głos w słuchawce. Dobrze znany, dobiegający gdzieś z dzieciństwa jeszcze. Zaciągający po poznańsku. Tyle lat już tam nie mieszkam, że zaczynam słyszeć ten akcent. Czasem natomiast przestaję słyszeć tutejszy… W każdym razie głos obiecywał przyjazd w celu pokazania synkowi takiej dziwnej rodziny, w której jest tyyyle dzieci i tyyyle zamieszania.

Radość, że znów jesteśmy razem.

 

***

 

Siedząc przy komputerze, słyszę przez okno dzikie wrzaski dobiegające z trampoliny przed domem. Liczę je czasem: jeden, dwa, trzy, cztery: wszystkie są. I jeszcze głos Pana Łyżeczki, wywołujący mnie czasem z głębokiego zamyślenia. Zasadniczo tylko pięć.

 

Zadziwiające, jak nieraz budujemy nasze poczucie bezpieczeństwa, opierając je o coś zupełnie ulotnego: jakiś zapach, z którym wiążą się dobre skojarzenia, ciepło kubka trzymanego w rękach, światło ognia dogasającego ogniska. Albo głosy. Im zwyczajniejsze, tym głębiej sięgające.

 

Jest jeszcze jeden Głos. Tego w ogóle nie da się usłyszeć, uchwycić ani zmierzyć. A jedak ma się przekonanie o bliskiej obecności. I ono właśnie daje najwięcej pewności, że wszystko stoi na swoim miejscu.

 

 

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Rut 8:49, 9 lipca 2013

    u nas też dom chwilowo okrojony z głosików. Znikają i pojawiają się na nowo, by znów zniknąć od kiedy rozpoczęły się wakacje. Niedługo wszyscy stąd znikniemy i dom zatonie w ciszy. Ciekawe o czym myśli wtedy taki dom i czy bardzo tęskni? A Głos ostatnio tak wyraźnie i głośno do mnie mówi. Znów przestroiłam się na odbiór Jego fal:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 11:27, 11 lipca 2013

    Sądzę, że dom wtedy odpoczywa, porządkuje swoje myśli, wycisza się. W każdym razie ja na jego miejscu właśnie tak bym robiła :)

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

RSS
Darmowe strony internetowe dla każdego