Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

Bonusy, czyli bunt dwulatka

2013-02-13 22:50:34, komentarzy: 16



- Synu! - wołam ostrzegawczo do Chłopczyka J.
Właśnie wspiął się na krzesło, a potem postanowił przejść na kolejne, nie dotykając podłogi. Na to zasunięte za stołem. Żeby je odsunąć, jednocześnie przechodząc, musiałby na chwilę zawisnąć w powietrzu, wywijając szybko nogami jak bohater kreskówki. Póki co, za ratunek musi wystarczyć matczyny refleks i mocne dłonie. Łapię akrobatę.
- Sinunu? - pyta zdziwiony.
- Tak, sinunu - wzdycham ciężko.

Że też trafił nam się taki ruchliwy egzemplarz. Chyba mieli w tym Niebieskim Magazynie jakieś braki i podali nam dziecko z innej półki niż zwykle. Pewnie był na niej napis: "niebieskookie blond aniołki, tylko dla desperatów".

Nie to, co jedenaście lat temu, gdy wydawali nam Pannę T. Uroczą, grzeczną dziewczynkę, też niebieskooką. Gdy miała niecałe dwa lata, urządzała lalkom przyjęcia, zapraszała grzecznie do stołu i pytała "Komu kawę? Komu herbatę?". I zaczynała swoje pierwsze opowieści o Gąsienicach. I nigdy, przenigdy nie szperała w kredensie oraz nie fruwała między krzesłami. Tylko co wieczór, gdy już emocje całego dnia nie mieściły się w małym serduszku, biegała jak torpeda z jednego końca pokoju na drugi, wyrzucając przy tym z siebie tysiące słów - w tym samym, torpedowym tempie.

W ogóle dwuletnie dziewczynki są urocze. Noszą śliczne sukieneczki i mają piękne blond loczki jak Panna Ł. Trochę mają też "zbója w oczach", jak mawiała moja siostra, ale tylko trochę oczywiście. Widać go na tym zdjęciu, na którym obie panny siedzą na progu domu, machając drewnianymi łyżkami. Odganiały akurat kruki, żeby do nas nie wlatywały. Albo jakieś inne ptaki - one to wiedzą lepiej, bo ja przecież żadnych ptaszydeł nie widziałam.

Widziałam za to, jak Panna Ł., urocza dwulatka z blond loczkami, pluła na ulicy. Często. Bardzo ją irytowały moje uwagi, że tak nie wolno. Wreszcie kiedyś spytała wzburzona:
- To gdzie w końcu wolno mi pluć?!
Po pewnych pertraktacjach ustliłyśmy, że w łazience. Przy myciu zębów.

Chociaż trzeba przyznać, że niektórzy niespełna dwuletni chłopcy też mają swój urok. Taki na przykład Chłopczyk S. W tym wieku właśnie odbył swą pierwszą podróż pociągiem, co zaowocowało fascynacją długą jak życie. Siedział potem grzecznie w pokoju układając drewniane tory, zapewniając równie dużo zabawy sobie jak i własnej mamie. Nie pamiętam, by jako tak małe dziecko kiedykolwiek się nudził. Szkoda trochę, że w tamtym czasie mało mówił, więc mieliśmy utrudniony dostęp do jego myśli. Za to teraz nadrabia.

Tylko że taki chłopiec ma w sobie jakoś mało empatii. Gdy brakuje mu argumentów (co przy dwóch wygadanych siostrach zdarza się dość często), bije pięściami na oślep. W ogóle, zamiast interesować się ludźmi, on obserwuje kółka i inne obracajace się części maszyn, próbuje zrozumieć naturę światła oraz robota kuchennego. Naprawdę, jakiś inny typ człowieka niż mała dziewczynka.

Wraz z pojawieniem się każdego kolejnego dziecka w bliższej i dalszej rodzinie, za każdym razem przeżywam to samo zadziwienie: ono jest zupełnie inne od poprzednich. Wydaje się, że w tym Wielkim Magazynie mają niezliczone egzemplarze unikatowych okazów: spokojniejsze, żywsze, bardziej elokwentne, bardziej zamyślone, uśmiechnięte przymilnie, uśmiechnięte łobuzersko... Fantazja Stwórcy nie ma granic.

Tylko przy Chłopczyku J. chyba zabrakło już pomysłów. Wzięto wszystkie możliwe cechy, wymieszano i wrzucono w jeden egzemplarz okazowy "tylko dla desperatów".
Bo on czasem jest zupełnie spokojny.
A czasem nie.
I bardzo elokwentny.
I przymilny.
I łobuzerski.
Właściwie ma w sobie pewnie same bonusy, bez cech podstawowych, niestety.

I w ogóle chyba jest typowym dwuletnim chłopcem, tak bardzo różnym od wszystkich innych chłopców na świecie.
Nielogiczne? Ależ skąd...

Chłopczyk J., siedząc nad obiadem, zauważa, że tata je co innego.
- A rybka! - woła radośnie.
- Najpierw obiad - tłumaczę spokojnie.
- A rybka! - teraz natarczywie.
- Najpierw dokończ obiad, potem dostaniesz śledzia - tłumaczę, już nieco mniej spokojnie.
- NIE! RYBKA! - wrzeszczy i rzuca obiadem przez kuchnię. Talerz leci w jedną stronę, brokuły w drugą.
- Synu! - mówię krótko i ostrzegawczo.
- Sinunu?
Wypowiedziane z miną zdziwionego niewiniątka, rzecz jasna.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Nina 23:39, 13 lutego 2013

    Hmm, wychodzi, że ja też mam taki bonusowy egzemplarz tylko dziewczynki. Pewnie dlatego zamiast śledzia dopomina się jabłuszka. Ale reszta się zgadza. Dużo cierpliwości życzę :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 11:29, 16 lutego 2013

    Chłopiec woła też "uszko, uszko" już w sklepie. Potem trzyma to jabłuszko w drodze do domu, potem w kuchni pilnuje, żeby mu podać na talerzyk... Jabłuszka też lubi.

    Odpowiedz
  • Sylwunia 21:59, 14 lutego 2013

    mój Miś różni się jedynie ilością wypowiadanych słów ;) jego życie toczy się na wysokości, jakby za punkt honoru obrał sobie brak kontaktu z podłogą :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 11:30, 16 lutego 2013

    Bo te dwulatki naprawdę honorowe chłopaki są :)

    Odpowiedz
  • Monika 15:25, 15 lutego 2013

    Fantastycznie napisane, czyta się super :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 11:31, 16 lutego 2013

    Cieszę się. Lubię, jak czytelnicy lubią :)

    Odpowiedz
  • Awa 21:32, 15 lutego 2013

    A ja mam dwa takie egzemplarze... Moje Baby choć starsza ma już 4,5 a mlodsza 2,5 zawsze chcą co innego niż akurat dostaną.. I próbują wspinać się na wszystko. Kiedy się z tego wyrasta?:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 11:32, 16 lutego 2013

    Nie wiem, czy Cię pocieszę, ale baby nigdy z tego nie wyrastają ;)

    Odpowiedz
  • odys 22:15, 16 lutego 2013

    Nasz C. nie mówi jeszcze. Ale to egzemplarz wysokoenergetyczny.

    Pamiętam jak z pół roku temu ćwiczył włażenie na kanapę -- przez oparcie, rzecz jasna. A potem wspinaczkę po schodach (strome są) do pokoju dziewczyn -- bez trzymanki. Jak dorosły. Nic to, że stopnie sięgały mu wyżej kolan. Nic to, że zaliczył kilka srogich guzów. Na nic zakazy i okrzyki rodziców, oraz palpitacja babci przy każdej wizycie. Nauczył się.

    Na moje zdecydowane "Synu!" raczej zakłada ręce, zaciska usta i łypie spode łba, niż udaje niewiniątko.

    Pozdrowienia

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 12:14, 18 lutego 2013

    Ech, ci chłopcy ;) Też mam wrażenie, że nasze zakazy przyjmują po prostu jako część otaczajacego świata. Ta mało zajmująca część.
    Pozdrowienia dla Penelopy!

    Odpowiedz
  • Rut 9:10, 18 lutego 2013

    Łyzeczko - nasza dwulatka przed południem jest przesłodka, gorzej się robi po południu, bo -idąc za ciosem - postanowiliśmy ją odstawić od dziennego spanka. Wtedy zdolności negocjacyjno-mediacyjne przydają sie co pół godziny:)
    Lecz - a pamiętam to doskonale - nasz syn jedyny buntował sie w tym wieku ( i w innych wiekach:) o wieeeele intensywniej. I jego bunt był głównie wymierzony we mnie. Może mężczyźni muszą się bardziej zbuntować żeby dorosnąć:) rut

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 12:15, 18 lutego 2013

    Masz rację, chłopcy są pod tym względem "bardziej". Dlatego w wieku lat siedmiu, zgodnie ze starą tradycją, powinni przechodzić pod opiekę ojca. Tylko jak przetrwać do tego czasu?

    Odpowiedz
  • Rut 21:01, 18 lutego 2013

    No, ja już to mam za sobą:)Siedem lat to wtedy, gdy Dusio przeżywał taki bunt, że prawie przestał się do mnie odzywać. Rzeczywiście to pogłębiło jego relacje z tatą. Niemniej muszę powiedzieć, że dziś uważam tę więź jaka łączy mnie z synem za jedną z najbardziej wyjątkowych, jaka dana mi jest w życiu. Nawet nie wiem jakim słowami ją określić. Zaskakująca? Tajemnicza?

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 22:42, 18 lutego 2013

    Dotąd zawsze z pewnym dystansem podchodziłam do opowiści o wyjątkowej więzi między senem a matką. Może będzie mi dane zweryfikować tę postawę?
    Byle przetrwać te bunty...

    Odpowiedz
  • Rut 7:51, 19 lutego 2013

    Ja powiem Ci, że bardzo nieufnie podchodziłam do tych opowieści, bo widziałam zbyt wiele destrukcyjnych lub chorych relacji matka-syn. Boję się, żeby i z nami się tak nie stało, ale ten strach nie przesłania mi spojrzenia - widzę niesamowitą inność tej relacji.
    Ty masz az dwóch synków, więc weryfikacja będzie podwójna:)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 21:07, 19 lutego 2013

    O, właśnie tej destrukcji się obawiam. Na razie sataram się zachować spokój. Zobaczymy, co będzie dalej ;)

    Odpowiedz
Kreator www - przetestuj za darmo