Gdy dom jest światem
Blog Pani Łyżeczki

Codzienność posrebrzana

aaaa Tłumacza zatrudnię!

2012-07-10 08:58:50, komentarzy: 17

Był taki moment w moim życiu, że pełniłam rolę tłumacza rodzinnego. Młodsza siostra, z różnych względów, zaczęła mówić bardzo późno i bardzo niewyraźnie. Logopedzi mieli z nią dużo pracy, rodzina jeszcze więcej. Ale gdy wszelkie środki zawiodły, gdy już naprawdę nikt nie wiedział, o co jej chodzi, wtedy padało sakramentalne:

- Łyżeczko, ratuj!

 

Zazwyczaj ratowałam. Choć zdarzały się i takie sytuacje, gdy potrzebowałam trochę czasu, by rozgryźć jej mowę. Na przykład, gdy wróciła raz z przedszkola, oznajmiając radośnie na cały dom:
- Tyka, tyka, powa tyka!
Kilka tygodni potrwało, zanim ją rozszyfrowałam. Na szczęście byłam wtedy niegrzeczną nastolatką, która pokazała raz biednej małej siostrzyczce język. I zaraz usłyszałam, jak na zawołanie
- Tyka, tyka, powa tyka!
Od razu wszystko stało się jasne: „Nie pokazuj języka, bo ci krowa…”. Banalne, prawda?

 

To tłumaczenie obcej mowy tak mi weszło w krew, że teraz zajmuję się nim zawodowo. I dobrze, bo mam możliwość pracy zdalnej, wykonywanej przy nieustannej obecności dzieci. Jednak życie okazało się bardziej wymagające, niż sądziłam. Bo oto Chłopczyk J. mówi rzeczywiście własnym językiem. I nawet ja, niegdyś ostatnia deska ratunku, dziś tłumacz zawodowy, nawet ja wysiadam.

- Dzie-dzia – powiedział właśnie, gdy spojrzałam, co robi. Majstrował akurat przy fotelu, na którym siedzę. Ale co miał na myśli, tego nie wiem.

 

Zaczyna się tak od rana, gdy głośnym wołaniem domaga się wyjęcia z łóżeczka. Znaczenia długiej, kilkuzdaniowej tyrady mogę się domyślić ze względu na kontekst sytuacyjny oraz duże nagromadzenie emocji w głosie. I tylko tyle. Wyjmuję go z łóżeczka zastanawiając się jednocześnie, czy właśnie grzecznie mnie o to poprosił, czy też bardzo niegrzecznie zażądał. A może tylko rozważał, jaką będziemy mieli pogodę?

 

Gorzej, gdy podobny wykład zostaje wygłoszony przy stole. O, to już jest wyzwanie. Dorośli siedzą, dyskutują zawzięcie, czasem włączają sie dzieci ze swoimi przemyśleniami. A potem wszystkim przerywa Chłopczyk J.:
- A dete ściene, nie nie nie wiaaaje o przede patu! – I tak przez trzy minuty.

 

Wszyscy milkną, wpatrują się niego z uwagą, bo wygląda, jakby naprawdę miał coś ważnego do przekazania. A on tylko uśmiecha się rozbrajająco i czeka na efekty swojej mowy.
- Bardzo to ciekawe, co mówisz – podsumowuję. – Szkoda, że nikt nie wie, o czym.

 

Albo zadaję mu pytanie:
- Chcesz pić?
Wydawałoby się, że na proste pytanie powinna paść równie prosta odpowiedź. Prosta?
- Tite, tite nie. Kika kaiiii! – I tak przez trzy minuty.


Jako doświadczona matka, pojadę dziecku po prostu kubeczek i sprawdzam, czy odpowiedź miała znaczyć „tak” czy „nie”. Czasem chyba jeszcze znaczy: „zastanowię się”, bo dziecko bierze ją, obraca w rączkach osiem razy, po czym rzuca na ziemię.

 

Próbując wytłumaczyć sobie jego zachowanie, doszliśmy do wniosku, że Chłopczyk J. szykuje się, żeby zostać kaznodzieją albo adwokatem: mówi dużo i z przejęciem, chociaż nikt nie rozumie, o co chodzi. Ostatnio jednak jego ojciec chrzestny postawił jeszcze lepszą diagnozę (a ojciec chrzestny, ze względu na swoją funkcję, na pewno jest tu uprzywilejowany):
- On po prostu ma Dar Języków. Szkoda, że nikt z nas nie ma daru tłumaczenia języków.

 

I tak, po podsumowaniu żywcem ze świętego Pawła, pozostało mi jedynie modlić się o dary Ducha Świętego, żebym mogła dogadać się z własnym dzieckiem. Coś mi się zdaje, że dar ten byłby czasem przydatny również w rozmowie z prawie nastolatką, i z pozostałymi także. Bo tak prawdę mówiąc, wszystkie języki dzieci mają jedną wspólną cechę: nawet jeśli nie wiadomo, o co chodzi, wyjątkowo często pojawia się w ich wypowiedziach jedno, wyraźne słowo: NIE.

 

A na to, to już naprawdę człowiek sam nie poradzi.

Kategorie wpisu: Chłopczyk J.
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Basia 9:47, 10 lipca 2012

    :) Zostaje jeszcze "body language" ;);) Ale masz rację - nie na darmo napisano wiele książek o porozumiewaniu się z dziećmi :) Myślę jednak, że Tobie udaje się to znakomicie :)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 10:18, 10 lipca 2012

    Na razie mamy zabawę tłumacząc na wyścigi jego wypowiedzi ;)

    Odpowiedz
  • Ania 11:29, 10 lipca 2012

    Ty Łyżeczko nie rozumiesz co chłopczyk J chce Ci powiedzieć,a ja często mam wrażenie że dzieci mnie nie rozumieją mimo że staram się mówić głośno i wyraźnie. W sumie mam wrażenie że prawie 3 miesięczna córeczka wtedy rozumie mnie najbardziej. Ach...

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 16:53, 10 lipca 2012

    Też tak miewam. Wtedy musimy my prosić o dar języków :)

    Odpowiedz
  • Hac 23:34, 12 lipca 2012

    "- Dzie-dzia" - Siedź, siedź, zaraz rozkręcę.

    "- A dete ściene, nie nie nie wiaaaje o przede patu!" - Nie zmuszajcie mnie, nie ożenię się z nią, ona ma zasikane pieluchy!

    "-Tite, tite nie. Kika kaiiii" - Teraz, o ile to mozliwe - nie. Ale daj mi cycka, jest uroczy.

    To bardzo kompetentne tłumaczenie. Ale smarkacz i tak zaprzeczy, widocznie ma tajemniczość we krwi...

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 14:13, 13 lipca 2012

    Wiesz, to ja może wolę już nie wiedzieć, co on tam gada...

    Odpowiedz
  • Almanzor 1:49, 13 lipca 2012

    Ha,
    a myślałem, że ja jestem wyjątkowo nierozumny.

    (to był pierwszy wpis Almanzora. Ciekawe czy się pokaże.)

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 14:12, 13 lipca 2012

    Almanzorze!
    To rozumność nie pomoże.
    Ot, tak mi się zrymowało :)

    Odpowiedz
  • Mida 14:21, 16 lipca 2012

    Droga Łyżeczko,
    ja telegraficznie się wypowiem, bo nie mam ostatnio fantazji ;)
    1. Przeczytałam wszystkie notki z twojego nowego bloga, ale żal mi, że usunęłaś notki z salonu. Przecież z nimi zniknęły też moje komentarze, a było tam parę ciekawych historii...
    2. Ja próbuję zreanimować mojego bloga i jak na razie udało mi się napisać pierwsze opowiadanko od pół roku, więc w wolnej chwili zajrzyj do mnie, gdybyś chciała.
    3. Wrzucaj informacje o nowych notkach na FB, bo inaczej boję się, że jakąś przeoczę :).
    Poza tym serdecznie Cię pozdrawiam, naprawdę bardzo-bardzo i wszystkie dzieciaki z Panem Łyżeczką też. :))

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 18:09, 23 lipca 2012

    Mido, nie było mnie, więc odpowiadam dopiero teraz.
    Blog na salonie to sprawa zamknięta. Nawet zmiana własnej opinii na temat usuwania wpisów nie spowoduje odzyskania ich. Więc nie będę tego roztrząsać. Gdybyś chciała, mogę Ci udostępnić archiwum (chyba mogę?).
    Zajrzę do Ciebie, oczywiście. Ale jeszcze nie wiem, kiedy.
    Informacje na FB wrzucam za każdym razem, mam nadzieję kontynuować.
    Tak telegraficznie piszę, bo jeszcze się nie rozkręciłam na dobre po powrocie.

    Odpowiedz
  • Sosenka 18:47, 23 lipca 2012

    :) Daaaa...! Nie...!
    Cieszę się, że wreszcie wiadomo, kim będzie Chłopczyk J. Skoro już od dawna wiadomo, że S. to inżynier.

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 18:40, 26 lipca 2012

    Spokojnie, dajmy mu się wypowiedzieć ;)

    Odpowiedz
  • Krzesimir 11:22, 9 października 2012

    Piękne.
    Musiałem daleko szukać, żeby znaleźć ten blog znów.
    krzesimir

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 18:08, 9 października 2012

    Krzesimirze, widzę, że nie tylko blog, ale i jakąś zagubioną starą notkę znalazłeś :)
    Witaj tutaj i zapraszam częściej, o ile coś napiszę.

    Odpowiedz
  • Convenient 15:01, 28 kwietnia 2013

    I zostaje jeszcze google tłumacz :P

    http://convenient.ro

    Odpowiedz
  • Pani Łyżeczka 16:47, 3 maja 2013

    Tylko jak wpisać ten ciąg dźwięków niezrozumiałych?

    Odpowiedz
  • tvorba stránek - webových 17:08, 28 kwietnia 2013

    Tłumaczenie zawsze jest trudne :()

    Odpowiedz
Kreator www - przetestuj za darmo